sobota, 26 lipca 2014
Żuczki, biedronki i inne owady
Rezydencja La Cornee, perspektywa Sophie
Chwała osobie, który wymyśliła lody! Nie ma nic lepszego niż ten deser w dodatku z sosem czekoladowym, owocami i słońcem. Oczywiście towarzystwo przyjaciółek i plotkowanie jest równie ważne. Stwierdziłyśmy, że dzisiejszy dzień spędzimy w strojach kąpielowych i na leżakach rozstawionych wokół basenu. Swoją drogą jestem ciekawa ile płacimy za wynajem tego całego- jak dla mnie- pałacu. Od dziecka mieszkałam w dwupiętrowym domku, nie za dużym, nie za małym z bratem i rodzicami. Nigdy nie brakowało nam pieniędzy, wręcz przeciwnie, po prostu moi rodzice są typami, którzy wszystko odkładają, jak to mają w zwyczaju mówić "na później". Nie wiem dokładnie co mają na myśli mówiąc to, ale mam swoje pieniądze, które zarobiłam w grupie tanecznej, gdy braliśmy udział w przedstawieniach w teatrze lub tym podobnym.
-Na pewno nie możemy pokazać, że nam się nie podoba to co wymyślą.- walnęła ni z gruszki ni z pietruszki Clem. Spojrzałyśmy się na siebie z Dan i oboje wzruszyłyśmy ramionami.
-Co masz na myśli?- spytała Dan, wyprzedzając mnie.
Clementine uśmiechnęła się chytrze i zaczęła swój wykład.
-Kiedy już wymyślą co mamy robić, musimy udawać, że jesteśmy zachwycone. Przecież im chodzi o to, żeby się z nas pośmiać, po prostu im nie damy satysfakcji z tego, że cierpimy. Jeszcze lepiej, wkurzymy ich swoim entuzjazmem- powiedziała stanowczym tonem. No tak, zapomniałam, że frajernia z One Direction ma nam ustalić grafik na kolejne trzy dni. W sumie Clementine ma rację. Jednak zachwycanie się ich głupimi pomysłami może być ciężkie. Ale znając mnie i Black, nie damy wrogowi wygrać!
-Mądrze wymyślone, zgadzam się.- powiedziałam.
-A co jeśli będą się cieszyć, gdy nam
się spodoba?- spytała Peazer.
-Dani, nie wszyscy są tacy jak Liam. Oni chcą się z nas ponabijać, uwierz mi.- powiedziała Clem. Danielle jeszcze nie do końca była przekonana, ale w końcu pokiwała głową.
-Świetnie.- uśmiechnęła się Clemi i oparła się na leżaku.
-A jakie plany my mamy dla nich?- spytała Dan i siedząc między nami spojrzała przelotnie ma mnie i Black.
Zapadła chwila ciszy, a ja głęboko zastanawiałam się co możemy wymyślić, by One Direction padło na łopatki.
-Na pewno użyjemy jakiegoś dnia na usługiwanie.- zarządziła Clem.
-Tak, no i łażenie po centrum handlowym i spa.- westchnęła Dan. Błyskawicznie zauważyłam, że tylko ja się nie wypowiedziałam. Pomysły dziewczyn były szczerze mówiąc przeciętne. Na pewno wymyślimy coś lepszego, mamy jeszcze czas. Oczywiście chłopaki będą nam usługiwać. Będą robić to, co kobiety kochają. Zakupy, spa, kosmetyczka...
-Czy oni potrafią tańczyć?- spytałam nagle.
Dan zaczęła rechotać, więc odpowiedź była jednoznaczna z faktem, że nie są dobrymi tancerzami.
-Masz jakiś pomysł?- zapytała Clem poruszając wymownie brwiami z cwanym uśmieszkiem.
-No nie wiem, może zafundujemy im lekcję tańca w naszym wykonaniu?
-Brzmi drastycznie. Zgadzam się.- powiedziała Dani dalej chichocząc.
-Idealny pomysł towarzyszko White.- stwierdziła Black i zaczęła grzebać w torbie poszukując swojego dzwoniącego telefonu.
-Co robicie miłe panie?- krzyknął Liam zbliżając się do nas, a za nim szedł Styles z ręcznikiem przewieszonym na ramieniu. Cholera, on nie miał koszulki, był w samych spodenkach do kąpieli. I cholera nie wyglądał źle. Obserwując Clem, która w końcu wyciągnęła telefon, zauważyłam jak posłała krótkie spojrzenie w stronę chłopaków.
-Cześć Josh.- powiedziała lekko oziębłym tonem i wstała z leżaka kierując się w stronę ogrodu za nami.
-Witam kochanie.- Dani powiedziała z uśmiechem, gdy Liam pochylił się i pocałował ją.
-Awww... Jakie to słodkie.- mruknęłam sarkastycznie i odwróciłam wzrok.
-Zaraz rzygnę.- skrzywił się Styles i opadł na leżaku przy mnie.
-Nie rozumiem was.- powiedział Liam, gdy już zakończył całować swoją lubą.– Harry przecież masz dziewczynę.
-Kochanie, oni się tylko śmieją.- Peazer złagodziła sytuację i pociągnęła go za rękę, żeby usiadł na fotelu razem z nią. Bawiąc się dziś w szpiega, zauważyłam jak Harry co chwila patrzy na Clem. Tak, tak ja wiem. Przecież w Zmierzchu związek Edwarda i Belli opierał się na spojrzeniach, ale do cholery oni w żadnym nie tkwią!
-Macie już jakieś plany na jutro?- spytała Dan swojego przyszłego męża.
-LIAM CIOTO ANI SŁOWA!- wrzasnął Louis biegnąc w naszą stronę. Ugh, wpadnij do basenu gadzino!
-W sumie to nie zamierzałem.- przewrócił oczami Payne i przepraszająco uśmiechnął się w stronę narzeczonej. Dan tylko udając obrażoną odwróciła się do niego plecami, a on rzucił zirytowane spojrzenie Louis'owi.
-Dani, przecież wy też nam nie powiedzie co zamierzacie.- mruknął mimo wszystko sadzając ją sobie na kolanach. Chciałam już coś powiedzieć chcąc zmienić temat, gdy nagle z indiańskim okrzykiem jakiś czarny diabeł błysnął mi przed oczami, a za nim drugi, z blond czupryną. Zayn i Niall z rozpędu wskoczyli do basenu i oblali nas wszystkich.
-Frajerzy zróbcie miejsce dla króla!- wrzasnął Louis i wskoczył tuż za nimi, jednak on ważył (DZIĘKI BOGU!) mniej i nie dostarczył nam kolejnego prysznica.
-Jestem cały mokry, idioci!- krzyknął Harry. No co ty nie powiesz, fiozofie- miałam ochotę powiedzieć, ale dziś byłam za leniwa nawet na taką drobną uwagę.
-Jak dzieci.- westchnął Liam i pokręcił głową z politowaniem.
-Dobrze... Mhm. Tak, też cie kocham, pa.- Clem rzuciła i miałam wrażenie, że robi to zupełnie odruchowo, bo nawet nie czekała, aż Josh przestanie gadać, wszak słyszałam w słuchawce jego niewyraźny głos.
-Co mnie kurwa obchodzi z kim grał w golfa.- mruknęła i włożyła telefon z powrotem do torby, po czym rzuciła się na leżak zamykając oczy.
-Problemy w raju?- szyderczo powiedział Harry.
-Ty zaraz będziesz miał problemy z układem rozrodczym jak się nie zamkniesz.- warknęła nawet na niego nie spoglądając. Oczywiście Liam (wspaniały przyjaciel) zaczął się śmiać, a Styles z urażoną dumą i brakiem riposty wbił się w fotel i siedział obrażony. Świetnie. Clem obrażona, Danielle obrażona, Liam próbuje ją pocieszyć, a Harry, który i tak mało mnie obchodzi- też obrażony. Zostaje trójka dzieci, które pluskają się w wodzie, jakby pierwszy raz mieli na to okazję. Idealne południe!
Kuchnia, Perspektywa Harr'ego
Jeszcze nigdy nie widziałem, żeby chłopcy tak głęboko myśleli. No oczywiście oprócz Liam'a. Louis, Niall i Zayn siedzieli przy stole i mieli prawdziwą burzę mózgów. Dosiadłem się do nich żeby przynajmniej sprawiać wrażenie zainteresowanego tym, czym się zajmowali.
-Gdzie Payne?- spytałem.
-W salonie, rozwiązuje sudoku, bo nie chciał brać udziału w ustaleniu planu.- powiedział Louis trzymając ręce złączone na stole i dalej wpatrywał się w puste krzesło przed nim.
-Świętoszek- prychnął Zayn i przewrócił oczami.
-Planu?- zmarszczyłem brwi.
-Przecież przez następne trzy dni dziewczyny będą robić to co chcemy, zapomniałeś?- zdziwił się Niall. No tak, zapomniałem. Jak mogłem zapomnieć o tak ważnej sprawie. W sumie nie miałem pomysłu, ale postanowiłem pomóc chłopakom.
-Nie, po prostu nie załapałem w pierwszej chwili.- mruknąłem. -A macie już jakieś pomysły?- spytałem.
-Turniej w fifę i ogólnie jakiś meczyk do obejrzenia.-powiedział Zayn
-Go kardy*-wyszczerzył się Niall
-Wyjście do klubu ze striptizem.- mruknął Louis, a nawet Liam wychylił głowę z salonu.- no żartuje, paintball.- przewrócił oczami.
-Możemy jeszcze urządzić bitwę wodną.- stwierdził blondyn.
-No i zagrać w kosza.- zaproponował Zayn. Jak narazie z tych wszystkich pomysłów to propozycje Niall'a spodobały mi się najbardziej. Ale skoro wszyscy mamy coś wymyślić to postanowiłem wziąć się za myślenie. Uderzałem palcami o blat stołu i wpatrywałem się w Zayn'a, który siedział przede mną. Przeglądał coś w telefonie, znając życie pisał z Perrie. Nigdy nie pomyślałbym, że Malik okaże się być inspiracją. A raczej jego koszulka z napisem "Show everyone yourself".
-A może po prostu pokażemy im jak wygląda dzień z życia One Direction?- wypaliłem i zauważyłem, że po chwili Liam wyszedł z salonu i kiwał głową z aprobatą.
-Co masz na myśli?-zapytał.
-Weźmiemy ich do studia, może wymyślimy jakiś utwór, a potem zabierzemy je do baru karaoke. Tak żeby zrozumiały, że nie jesteśmy tacy sztuczni i mamy talent.- mówiłem jak natchniony.
-Chryste Styles, to nie ma być akcja "polub One Direction" tylko "upokorzyć dziewczyny"- warknął Louis.
-Mi jednak najbardziej podoba się pomysł młodego.- wzruszył ramionami przyszły pan młody, a w jego ślady poszedł również Niall.
-To nie jest taki głupi pomysł.- mruknął Zayn, a Tomlinson widząc, że jest na straconej pozycji też się zgodził.
-Ale mówię wam, że one przyszykują dla nas jakieś męczarnie.- mruknął jeszcze i ruszył w stronę schodów, by przebrać się w spodenki od kąpieli.
Rezydencja La Cornee, perspektywa Clem
Wcale nie miałam ochoty wstawać dzisiaj. Ciągle w głowie miałam to jak wczoraj sucho potraktowałam Josh'a. A tymczasem chłopcy powiedzieli, że wstajemy dziś o ósmej rano, bo zaplanowali dla nas coś daleko od naszego domu. Do plecaka spakowałam kilka rzeczy i po porannej toalecie byłam gotowa na wyjście z pokoju. W trakcie schodzenia po schodach upewniłam się czy Josh do mnie nie dzwonił lub pisał. Nic. Żadnych sms'ów i nieodebranych połączeń. Miał prawo być zły. Kiedy opowiadał mi o tym z kim on to nie grał w golfa ja się wkurzyłam i opieprzyłam, że dzwonie spytać co u niego, a nie dowiedzieć się jaki sweterek miał na sobie wczoraj jego kolega!
W kuchni siedział Harry i pił kawę. No właśnie, jeszcze ten cholerny Styles... Czy to nie jest dziwne, że gdy zobaczyłam go wczoraj bez koszulki, powtarzam BEZ KOSZULKI to prawie zapomniałam odebrać telefon od swojego chłopaka? Liam też tam szedł i też ma niczego sobie klatę, ale to nie na jego widok tak zareagowałam! Dlatego cały wieczór wmawiałam sobie, że gdybym zobaczyła jakiegoś innego faceta bez koszulki i wyglądałby podobnie, to również bym tak postąpiła.
-Cześć, kawy?- spytał. Jego ton nie wyrażał wczorajszego, gdy nabijał się ze mnie. To dobrze, bo i ja nie miałam dziś ochoty na kłótnie.
-Nie, dzięki.- mruknęłam, ale posłałam mu słaby uśmiech.
-Gotowa na trzy dni z One Direction?- poruszył śmiesznie brwiami, a ja walczyłam z ciarkami, które przebiegły po moich plecach, gdyż poranny ton jego głosu był niezwykle pociągający.
-Na coś takiego nawet po kilku latach nie byłabym gotowa.- odparłam, a on się zaśmiał.
-Nie będzie tak źle, chyba.- mruknął, a ostatnie słowo wypowiedział prawie szeptem.
-Mam być przygotowana na czyste szaleństwo?- zaśmiałam się.
-Hmm... Analizując te przyszłe trzy dni powiem nieskromnie, że trzeci będzie najlepszy.
-Nieskromnie?- powtórzyłam.
-Owszem, to ja go wymyśliłem.- i znowu ten słodki uśmiech. Zabijcie mnie, ale podobał mi się on. On jako uśmiech, broń Boże nie Styles.
-Zobacz, mamy tylko około dwie godziny stąd do Paryża.- błądził palcem po mapie, a ja przysunęłam się do niego i śledziłam to, co mi pokazuje. Chciałam jeszcze jakoś podtrzymać naszą konwersację, ale do kuchni wpadł Liam, a tuż za nim Danielle z szerokim uśmiechem.
-Cześć gołąbeczki.- wyszczerzył się do nich Harry.
-Mam wam odpowiedzieć tym samym?- wymownie poruszył brwiami i spojrzał na nas. Jednocześnie odskoczyliśmy od siebie i usiadłam na drugim końcu stołu.
-Przecież tylko żartujemy.- zachichotała Dan i wtuliła się w swojego narzeczonego, który coś szepnął jej na ucho, a jej twarz była nie do odczytania. Coś jakby lekko zawiedziona, ale jednocześnie szczęśliwa.
-No dzieciaki, pakować się do samochodu.- do pomieszczenia wkroczył Zayn z diabelskim uśmiechem.
-Taaa, jedźmy.- mruknął Harry i wyszedł szybko nawet na mnie nie patrząc.
Na miejsce jechaliśmy około dwóch godzin. Tłukliśmy się przez polne drogi mini busem. Nie miałam ochoty na żadne rozmowy więc zajęłam miejsce na początku, kiedy reszta walczyła właśnie o te ostatnie. Widziałam jak Sophie zerkała na mnie kilka razy i pytała bezgłośnie "co się stało?", ale jak mogłam jej odpowiedzieć skoro sama nie byłam tego pewna? Zwaliłam to wszystko na babskie dni, które mi się zbliżają i tylko wzruszałam ramionami. Odetchnęłam z ulgą, gdy mogliśmy wyjść z busa, którym kierował Niall. Pierwsze co rzuciło się mi w oczy to wielki napis "Paintball" na tablicy powieszonej pomiędzy drzewami, wszak byliśmy w jakimś ogromnym lesie.
-Chodźmy, tam ktoś jest.- zauważył Louis i całą grupą skierowaliśmy się w stronę małej chatki.
-Dzień dobry, czy można wypożyczyć tu sprzęt do Paintball'u?- spytał Harry, gdy wszyscy ledwo wpakowaliśmy się do tego pomieszczenia. Nieprzyjemnie wyglądająca kobieta podniosła swój wzrok i krzyknęła coś po francusku w stronę drzwi otwartych za jej plecami. Po chwili wyłonił się z nich chłopak, na którego widok moje kolana zmiękły. Usłyszałam też jak Sophie szepcze "o mój boże", a z ust Danielle wydobywa się lekkie westchnięcie. Ubrany był w czarną koszulkę na ramiączkach, które odkrywały jego wypracowane mięśnie i idealną opaleniznę oraz spodnie do kolan w kolorze khaki. Miał kruczoczarne włosy, które zaczesywał palcami do góry i lekki zarost. Oczy wpadały chyba w najciemniejszy kolor brązu jaki kiedykolwiek widziałam. Jednym słowem- ideał.
-Cześć, jestem David, to wy dzwoniliście wczoraj w sprawie wypożyczenia sprzętu, tak?- spytał po angielsku.
-Tak, to my.- uśmiechnął się Niall.
-Świetnie, wyjdźcie na zewnątrz, zaraz przyniosę wam kombinezony i pistolety. David szybko wszedł do tego samego pomieszczenia, a w tym momencie przy mnie znalazła się Sophie.
-Nie wiem jak ty, ale ja jestem w pierwsza w kolejce do Davida, żeby pomógł mi zapiąć kombinezon.- puściła mi oczko, a ja zachichotałam. Zauważyłam, że Liam od razu złapał za dłoń Danielle i kurczowo ją trzymał.
Kiedy David wyszedł z drewnianego domku i podał każdemu z nas kombinezon, sam ustał na środku i pokazał jak i co po kolei zapiąć. Oczywiście Sophie nie starała się wszystko zrozumieć i co chwila David musiał do niej podchodzić. Cwana bestia. Ja sama miałam problem z tym, żeby zapiąć się z tyłu, ale nie chciałam wołać Davida. Nie chciałam, bo widziałam, że zmierza już w moją stronę i posłałam zadowolony uśmiech Soph.
-Odwróć się tyłem.- powiedział uśmiechnięty ukazując swoje idealnie białe i równe ząbki. Posłusznie to zrobiłam i uniosłam włosy do góry.- Tak właściwie to jak masz na imię?- spytał, gdy już się odwróciłam.
-Clementine- uśmiechnęłam się.
-Bardzo ładne.- również się uśmiechnął- więc pozwól moja słodka Clementine, że zapnę ci kask.- zaproponował. Miałam ochotę skakać jak szalona, gdy usłyszałam "moja słodka Clementine", jednak udałam, że nie robi to na mnie wrażenia i jedynie skinęłam głową.
-Ja to zrobię.- tuż za nim pojawił się Harry i prawie wyrwał z moich rąk kask. Posłał groźne spojrzenie David'owi, którego chyba bawiło zachowanie Styles'a.
-Jasne. Miło było cię poznać Clementine.- puścił mi oczko i odszedł.
-Zwariowałeś?- spytałam wkurzona.
-Ja? To ty gadasz z tym pożal się boże instruktorem. Na początku zarywał do Sophie, a teraz do ciebie.- przewrócił oczami.
-Nie potrzebuję ochroniarza.- syknęłam w jego stronę.
-Oczywiście, że nie, przecież twój ochroniarz siedzi w Ameryce i jest równie wierny co ty.- prychnął i skończył majstrować przy zapięciu od kasku.
-Ciekwa jestem co robi teraz twoja dmuchana lala.- warknęłam i zmierzyłam go wzrokiem. Styles machnął na mnię rękoma i odszedł. Chciałam znaleźć Davida i przeprosić go za zachowanie tego gówniarza, ale zauważyłam, że rozmawia już z Sophie, więc nie chciałam przeszkadzać. Może Harry miał rację, przecież mam chłopaka, a David ze mną flirtował. Chociaż nie jestem pewna czy chodziło mu o wierność do Josh'a. Sam przecież wczoraj nabijał się ze mnie, gdy zakończyłam rozmowę ze swoim chłopakiem, a teraz zachowuje się zupełnie inaczej.
-Okej dzieciaczki, czas wybrać drużyny!- krzyknął Louis.
-Kto będzie kapitanami?- spytał Niall.
-Ja i Harry, przecież postanowiliśmy to wczoraj.- powiedział, a Horan stojący obok mnie posmutniał. Momentalnie przygarnęłam go do siebie i przytuliłam, przez co jego humor się poprawił.
-Zaczynaj więc.- westchnął Harry i stanął obok Tomlinsona.
-Zayn!- krzyknął Louis, a mulat podszedł do niego.
-Liam.
-Clem.- prawie sie przewróciłam. Tak szybko mnie wybrano? Byłam przyzwyczajona do tego, że w jakichkolwiek grach i zabawach, wybierana zostawałam jako jedna z ostatnich!
-Niall.- Horan prawie pisnął z radości i podbiegł by przytulić Styles'a.
-Zdradzasz mnie?- krzyknęłam i zrobiłam zdziwioną minę.
-Nigdy, słońce!- wysłał mi buziaka w powietrzu, a ja udałam obrażona.
-Chodź tu Dani.- Tomlinson powiedział, a brunetka podbiegła do mnie i wystawiła język dla swojego narzeczonego.
-A więc do nas Sophie.- powiedział Harry, a blondynka słysząc swoje imię skończyła rozmawiać z Davidem i poszła w stronę swojej drużyny.
-Jako, że u nas są dwie dziewczyny mi pierwsi idziemy do lasu, a wy trzy minuty za nami. Każda osoba, która zostanie postrzelona podnosi rękę i schodzi.- wytłumaczył Zayn.
-Ej! Nie mamy nazw drużyn!- oburzyła się Danielle.
-Racja, to ważna sprawa.- stwierdził Lou.
-Wy jesteście czarni, a my biali.- zaproponował Liam.
-Stary, to jest mega rasistowskie.- powiedział Zayn, a reszta mu przytaknęła.
-A może użyjemy nazw z przedszkola?- stwierdził Niall.
-Czyli, że jak?- zapytałam.
-No naprzykład chmurki, kwiatuszki, biedroneczki, niedźwiadki...- mówił coraz ciszej, gdy zauważył nasze zdziwione miny.
-Wy jesteście Barcelona, a my Real Madryt.- krzyknął Harry.
-Nie chce być Madrytem!- oburzyła się Sophie.
-Jezu, niech już będą te biedronki czy inne skrzaty.- przewróciłam oczami.
-Dobra, to wy jesteście Ciule, a my Rycerze.- wyrzczerzył się Zayn.
-Sam jesteś ciulem, frajerze.- prychnęła Soph i nastała chwila ciszy na myślenie.
-Mi w sumie pasują te biedronki.- wzruszyłam ramionami.
-To my jesteśmy żuczki!- pisnął Horan.
-Ja pierdole, dobra niech już tak będzie.- przewrócił oczami Louis i ruszył w stronę lasu, a my z nim.- Pamiętajcie pszczoły, za trzy minuty idziecie w naszą stronę!- krzyknął jeszcze w stronę naszych przeciwników.
-My jesteśmy żuczki, cwelu!- ryknął Niall, a echo jego słów długo jeszcze brzmiało między nami.
***
Uwielbiam Niall'a xD
Następny rozdział pojawi się zdecydowanie szybciej ;)
czwartek, 19 czerwca 2014
Wieczorek poetycki
Pokój Dan, perspektywa
Danielle
-Dan, wstawaj, mamy problem.- poczułam jak
ktoś delikatnie trzęsie mną i od razu wyprostowana usiadłam na łóżku z szeroko
otwartymi oczami.
-Kto nie żyje?- palnęłam, patrząc na
zatroskaną twarz Liam'a.
-Co? A, nie. Wszyscy jeszcze żyją, ale blisko było.- westchnął i usiadł obok mnie.
-Jak to? Czemu tak mówisz?- zdziwiłam się
i przejechałam palcami po lokach, które opadały mi na twarz.
-Właśnie musiałem zainterweniować, bo
Sophie zabiłaby Louisa.- powiedział mrugając kilkakrotnie.
Spojrzałam na niego zdziwiona i położyłam
dłoń na jego ramieniu.
-Wszystko dobrze?- spytałam upewniając
się, czy nie uszkodziła też mojego narzeczonego.
-Tak, ale nigdy nie sądziłem, że ona ma w
sobie tyle energii. Zobacz, wbiła mi paznokcie w ramiona.- zrobił minkę
smutnego psiaka, na co ja z przejęciem otworzyłam szeroko oczy.
-Oooojej, chodź tu do mnie misiaku!-
wyciągnęłam do niego ręce, a po chwili leżałam z głową na jego torsie, a on bawił
się moimi lokami.
-Dan, lubisz zakłady, prawda?- spytał tak
nagle, że musiałam się podnieść, by sprawdzić czy niczego nie brał.
-No w sumie tak. Czemu pytasz?- zapytałam
i jednym palcem błądziłam po jego brzuchu.
-Założymy się, że do końca wakacji
będziemy mieli wśród znajomych nową parę?- zabawnie poruszył brwiami, a ja
parsknęłam i wróciłam do poprzedniej pozycji.
-Okey, ja stawiam, że nie. Clem i Soph są
za bardzo uparte, poza tym nie zapominaj, że Black ma chłopaka.
-Chłopak nie ściana- przewrócił oczami-
poza tym jest jeszcze Sophie.
-Skarbie, myślę, że mimo wszystko to Clem
prędzej by uległa.
-Możliwe...- westchnął i wtulił bardziej
we mnie.- może zrobimy wieczorek zapoznawczy, żeby się poznali?
-Chyba za wszelką cenę chcesz wygrać, co?- zachichotałam.
-Może... Poza tym, wymyślę ci taką karę,
że się nie pozbierasz.
-Już się nie mogę doczekać.- wymruczałam i
pocałowałam go prosto w usta.
-Kocham cię.- powiedział niewyraźnie Li,
nie odrywając swoich ust od moich.
Pokój
Clem, perspektywa Clementine
-Możesz w końcu usiąść?- znudzona
zapytałam Sophie, która chodziła w kółko po moim pokoju i trzymała się za
głowę.
-Jak ty możesz się tak zachowywać?! Przed
chwilą powiedziałam ci, że ten cały Louis jest popieprzony, a ty spokojnie
malujesz sobie paznokcie!- krzyczała na mnie już cała czerwona na twarzy.
-So, dla ciebie prawie każdy jest
popieprzony i wygląda jak pedał.
-Ale on to naprawdę ciężki przypadek.-
odparła i opadła na łóżku obok mnie.
-Przystojny chociaż?- spytałam.
-Pff... Już nawet twój Josh jest
przystojniejszy.- prychnęła.
-Czy ty właśnie komplementowałaś mojego
chłopaka?- pisnęłam udając entuzjazm.
-Proszę cię, to że powiedziałam, że Josh
jest przystojniejszy od Louisa, to nie znaczy, iż jest ciachem. Bo nie jest.-
powiedziała tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
-Dramatyzujesz.- mruknęłam, a w tym samym
momencie rozdzwonił się mój telefon.
-To Joshua.- Sophie podała mi telefon, a
ja wpatrywałam się w niego chwilę i pokręciłam głową na nie.
-Halo?- powiedziała do słuchawki White. -Nie,
nie ma jej w pobliżu. Właśnie całuje się z... Harrym.- wybałuszyłam na nią oczy
i zgromiłam wzrokiem, ale dalej nie próbowałam zabrać jej słuchawki. -tak,
posłuchała się mojej rady i znalazła w końcu przystojnego chłopaka...
W
tym samym czasie, perspektywa Niall'a
Gdy w końcu skończyłem sprzątać po
śniadaniu, do kuchni weszli Dan i Liam. Uwielbiam ich. Są tacy słodcy i
kochani. Czasem zazdroszczę kumplowi Dan. Ona jest po prostu wspaniała i zawsze
mogę do niej przyjść, gdy mam jakiś problem. Jak się dowiedzieliśmy, jej przyjaciółki
już nie są takie urocze. Dokładnie pamiętam dzień, w którym dowiedzieliśmy się,
że we Francji będziemy z nimi mieszkać.
-Chłopaki, musimy wam coś powiedzieć.-
podczas zwyczajnego popołudnia w naszym domu, ja, Lou, Zayn i Harry
siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś mecz, gdy nagle do pokoju weszli
trzymając się za ręce Liam i Dan. Byli uśmiechnięci, a szczególnie od Dan biło
szczęści. A co ja gadam, ona zawsze taka jest.
-Kurwa Liam, mówiłem, że wujkiem nie chcę
zostać!- krzyknął Zayn, a Dan i Liam zaczęli się panicznie śmiać.
-Spokojnie Zaynee, nie jestem w ciąży.-
Dan powiedziała spokojnie do Malika, a ten odetchnął z ulgą.
-W sumie to... Zayn! Ich dziecko miałoby
czterech najlepszych wujków na świecie, a poza tym świetnych rodziców, nie wiem
czemu się tak sprzeciwiasz.- wtrąciłem.
-Niall ma rację. Mnóżcie się gówniarze..-
stwierdził Lou i ruchem ręki pokazał im, żeby się przesunęli.
-Co za idiota.- Liam zaczynał się powoli
denerwować, ale na nasze szczęście Dan od razu go uspokoiła.
-Spokojnie skarbie, przecież tylko
żartują- dała mu całusa w policzek, a znowu był tym szczęśliwym i zakochanym
Daddy'm.- chcielibyśmy wam powiedzieć, że we Francji nie będziemy sami...-
powiedziała Peazer i błagająco spojrzała na Liam'a.
-A więc jednak ciąża.- westchnął Harry,
niczym rasowy ginekolog.
-Chłopaki cholera, nie ma żadnej ciąży!-
wrzasnął Liam.
-Zayn, Niall, Harry, Danielle zauważyliście,
że ostatnio ktoś tu ma duże wahania nastroju i strasznie dużo je?- zapytał nas
Louis.
-W sumie to... Nie.- stwierdziłem, a w
pokoju rozniósł się odgłos plasku, bo chłopcy zrobili klasycznego face
palm'a.
-No więc będą tam też przyjaciółki Dan.-w
końcu Liam się wypowiedział i w tym momencie zaczęło robić się piekło. Harry
jak to Harry, zaczął pytać czy są ładne, Louis darł się, że będzie miał więcej
znajomych na Facebook'u od Zayn'a, skoro pozna jeszcze je (nie wiem czemu tak
wymyślił, przecież Zayn też może je zaprosić do znajomych), Malik zapytał czy
potrafią dziergać swetry, bo on najbardziej lubi robione
własnoręcznie, a ja jako, że jestem smakoszem zapytałem:
-Będą robić mi śniadanie?
-Cisza!- wrzasnął Liam.
-Odpowiadając na wasze pytania: Zayn nie,
nie potrafią, Louis bardzo możliwe, Niall jak je poprosisz to raczej tak, Harry
tak, są bardzo ładne.
-Więc będziemy mieli siostry!- Harry
pisnął i przytulił się do Zayn'a, który spojrzał na niego z obrzydzeniem.
-Ciebie już możemy posądzić o kazirodztwo.
-Nic nie wykluczam, żeby nie było.-
uśmiechnął się i w ten swój zboczony sposób poruszył brwiami.
-Zanim jednak zdecydujecie się być z nimi
rodziną, musicie wiedzieć kilka rzeczy...
-NIAAAAAAAAAAAALL!- krzyknął mi wprost do ucha Malik tak głośno, że spadłem z wrażenia z krzesła.
-Pojebało?- zbulwersowałem się.
-A ty ogłuchłeś?- przewrócił oczami Liam i
pomógł mi się podnieść.
-O co chodzi?- spytałem i otrzepałem się z
kurzu, którego jest tu po pachy, bo nie zdążyliśmy jeszcze nic posprzątać.
-Przegrałeś.- wyjaśnił krótko Harry i
wrócił do przeglądania gazety. Ciekaw jestem kiedy ten frajer się francuskiego
nauczył, ale nie wtrącałem się.
-W co przegrałem?
-Graliśmy w "Kto pierwszy powie ja
nie idę".- zamlaskał Louis i poklepał mnie po plecach.
-Ale ja nic nie słyszałem!
-No właśnie, dlatego przegrałeś.- Liam
zajął miejsce obok mnie i nalał sobie pełną szklankę soku pomidorowego. Nie
wiem jak można to pić. Ohyda.
-Więc gdzie mam iść?- spytałem, bo nie
chciałem się kłócić z tymi głupkami, ale kiedy oni z zadziornymi uśmieszkami
spoglądali na siebie,wiedziałem, że ma przerąbane.
-Dan stwierdziła, że można zorganizować
dziś "wieczorek poetycki", żeby się wszyscy zapoznali. Co prawda
Louis już poznał Sophie, nawet bardzo- odchrząknął Liam, a na usta Louis'a
wpłynął leniwy uśmiech- a ty kolego masz najważniejsze zadanie.- poklepał mnie
po plecach, a ja po przetworzeniu sobie jego słów zdałem sobie sprawę co się
święci.
-Nie!- krzyknąłem- Nie ma mowy, nie pójdę
do nich! Clementine prawie mnie dziś zabiła!
-Prawie robi dużą różnicę.- stwierdził Zayn,
a reszta przytaknęła- poza tym, czy Danielle nie chodziło o "wieczorek
zapoznawczy" Liam?
-Co ty, z naszego Daddy'ego debila
robisz?- zapytał Harry, a my się zgodziliśmy.
-No Niall, jedziesz.- uśmiechnął się
złośliwie Louis, a ja przewróciłem oczyma i wstałem od stołu.
-Może chcesz zbroję, bo idziesz na pewną
śmierć!- krzyknął jeszcze za mną Malik, a ja tylko pokręciłem głową i udając
chojraka biegiem ruszyłem do pokoju Clementine, który był na samej górze. Nie
ukrywam, że pod drzwiami zacząłem odmawiać modlitwy, ale w duchu śmiałem się z
samego siebie "Niall, nie może być tak źle... chyba". Kilka razy podnosiłem rękę, by zapukać, ale po
usłyszeniu ich głośnej rozmowy postanowiłem, że jeszcze chwilę tam postoję.
-Przystojny chociaż?- poznałem głos Clementine, która się dziś na
mnie wydzierała w kuchni.
-Pff... Już nawet twój Josh jest
przystojniejszy.- prychnęła prawdopodobnie Soph
-Czy ty właśnie komplementowałaś mojego
chłopaka?- pisnęłam Clem-Proszę cię, to że powiedziałam, że Josh jest
przystojniejszy od Louisa, to nie znaczy, iż jest ciachem. Bo nie jest. Krótka
Niall'owa analiza- Clem ma chłopaka, Sophie raczej go nie lubi, skoro tak o nim
mówi, a do tego nie cierpi Louisa...
-To Joshua.- po krótkim dzwonku telefonicznym, ktoś w końcu
odebrał.
-Halo?- powiedziała do słuchawki White. -Nie,
nie ma jej w pobliżu. Właśnie całuje się z... Harrym.- HARRYM?! Czy ona igra z
ogniem, czy chce wkurzyć osobę , z którą rozmawia przez telefon- tak,
posłuchała się mojej rady i znalazła w końcu przystojnego chłopaka... - a więc
Joshua, to chłopak Clementine. Kiedy usłyszałem kroki w pobliżu drzwi,
zapukałem, żeby nie zorientowały się, że tu stoję.
-Wchodzić!- krzyknęła Clem i już miałem zaciskać dłoń na klamce,
gdy Sophie stanowczo zaprotestowała.
-Nie wchodzić! Clem, a jak to jeden z nosicieli świńskiej grypy?-
usłyszałem szepty tuż pod drzwiami.
-Ostatecznie to Danielle.- westchnęła Black i otworzyła mi drzwi.
-Co?- powiedziała z tym swoim amerykańskim akcentem.
-Dziś wieczorem robimy wieczorek
poetycki.- powiedziałem i dumnie wypiąłem pierś, wszak jeszcze żyłem.
-Poetycki? Nie chodzi ci
o zapoznawczy?- zdziwiła się blondynka.
-Co ty z Liam'a chcesz debila zrobić?- zacytowałem Zayn'a.
-Niech ci będzie.- przewróciła oczami Clementine, a Soph, która za
nią stała i przyglądała mi się, szepnęła jej coś na ucho, przez co zachichotała-
zjawimy się.- rzuciła i zatrzasnęła mi drzwi przed nosem, a ja odetchnąłem i
otarłem z czoła pot.
Przed wieczorkiem
zapoznawczym, perspektywa Harr'ego
Kiedy wylegiwałem się w swoim pokoju i przeglądałem każdy możliwy
portal społecznościowy, nagle do mojego królestwa wpadł Louis trzymający
wieszaki z ciuchami.
-Stary, ja ci tego prasować nie będę.- od razu zapowiedziałem, na
co on tylko się zaśmiał.
-Musisz mi pomóc.- przyznał krótko, a ja zrzuciłem laptopa ze
swoich kolan i wyprostowany usiadłem na łóżku.- zostałeś ostatnio wybrany na najlepiej ubranego nastolatka w Anglii, więc powiedz, która lepsza?- przyłożył do siebie zieloną koszulę w pasy i czerwoną w kratę, a ja dumny z jego pochwały wstałem i za rękaw pociągnąłem w stronę swojej szafy.-Zobacz to- podałem mu najlepsze ciuchy jakie miałem i wróciłem do leżakowania.- tak właściwie to czemu tak ci zależy? przecież nigdy nie obchodzi cie twój wygląd.- najwyraźniej speszyłem go tą uwagą, bo strasznie długo zajęło mu wkładanie tej koszuli.
-Tak po prostu, dziś mamy ten wieczorek i pomyślałem, że nie chcę wyglądać gorzej od was.- powiedział jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Podejrzliwie mu się przyglądałem, a kiedy uciekał od mojego spojrzenia wstałem i chwyciłem go za ramiona.
-Mów!
-Weź przestań, chcę po prostu wyglądać dobrze, bo ostatnio stylistka mówiła, że musi za mnie oczami świecić, bo w dresach chodzę, a ty od razu coś podejrzewasz.- przewrócił oczami i zepchnął moje dłonie z jego barków po czym podszedł po lustra i postawił kołnierzyk błękitnej koszuli, po czym podwinął rękawy i obrócił się w moją stronę.
-Może być?- spytał z nadzieją w oczach.
-Brałbym.- poruszyłem zabawnie brwiami i zaśmiałem się, gdy Louis nazwał mnie "pedałem".
-Taylor ci nie wystarcza i bierzesz się za chłopaków?- zapytał.
-Nic nie mów... Wkurza mnie jak nigdy dotąd. Czepia się o wszystko, dzwoni co piętnaście minut i co gorsza- chce tu przyjechać.
-Nie! Jak ona tu przyjedzie to ja się wyprowadzam!- krzyknął i przerwał zapinanie guzików pod szyją.
-Ja chyba też.- westchnąłem.
-To po co dalej z nią jesteś?- spytał i się dziwacznie na mnie spojrzał.
-Bo wciąż jest zajebiście ładna...
-I pusta.- przerwał mi.
-Ale ma dużo kasy.- wzruszyłem ramionami. Louis w ciszy skończył zapinać guziki i odwrócił się w moją stronę.
-Czy ty kiedyś skończyć zachowywać się jak idiota? Zrozumiesz czym jest miłość?- spytał, a ja na ostatnie słowo się skrzywiłem.
-Pozwól, że nie odpowiem. Ale dziś spotkałem jedną dziewczynę. Żebyś ty ją widział! śliczna i do tego z charakterem.- rozmarzyłem się na wspomnienie o brunetce, którą spotkałem dziś rano.
-Zdążyłeś zapytać o stan konta?- nabijał się ze mnie, a ja spiorunowałem go wzrokiem.-No dobra, sorry stary. Wiesz przynajmniej jak się nazywa?
-Może- mruknąłem i uśmiechnąłem się cwanie wiedząc, że ciekawość Louis'a jest teraz ogromna. Zacząłem gapić się w swój telefon, a zrezygnowany Tomlinson wyszedł, lekko zatrzaskując drzwi, a ja w tym samym momencie odłożyłem telefon i jednym rucham usiadłem na łóżku, przecierając swoją twarz.
To nie jest tak, że uważam miłość za coś złego. Zazdroszczę czasem Liam'owi i Dan tych czułych gestów, słodkich słówek i zakochanego wzroku. Sam jednak chyba się do tego nie nadaję. Nie jestem zbytnio odpowiedzialny, szybko się nudzę dziewczynami i nie lubię ciągłej kontroli. Sam też nie wiem, czy uda mi się zakochać. A nawet gdyby, czy ta dziewczyna miałaby ze mną dobrze? W sensie odpowiednia ilość troski i opieki. Bo na dziewczynom bardzo na tym zależy, prawda?
Kiedy wybiła siódma, zszedłem na dół, gdzie miał się odbyć ten cały "wieczór poetycki", a raczej zapoznawczy, ale z Daddy'ego nikt głąba nie będzie robił. Nalałem sobie coli i usiadłem obok Zayn'a, bo dziewczyn jeszcze nie było. Po krótkiej pogawędce z nim i Niall'em z góry pojawiły się dwie podobno bardzo wredne istotki i Danielle. Pierwsza- niższa blondynka, która gromiła wzrokiem Louis'a, która wcale nie wygląda na strasznie groźną. Mój wzrok powędrował troszkę wyżej, na twarz... Dziewczyny którą widziałem dziś rano! Wyglądała jeszcze bardziej uroczo w kwiaciastej spódniczce, no i bez kosmyków włosów, które przyklejały się do jej twarzy. Uśmiechała się. Do mnie. Uczucie, które zalało moje ciało było takie łagodne i przyjemne jak ona, ale jednocześnie wiedziałem, że jest coś nie tak. Dlatego zachowałem się jak rasowy gamoń i tak po prostu zignorowałem ją. "Wiesz, że jesteś palantem?" zapytało moje drugie Ja. "Wiem".- pomyślałem i starałem skupić się na tym co mówi Danielle, jednak w duchu cieszyłem się, że przede mną stoi ta dziewczyna.
Perspektywa Sophie
Po tym jak Danielle przedstawiła mnie i Clem tym gamoniom, bodajże Niall zaproponował żebyśmy zagrali w butelkę, a jako, że w szybkim tempie wypiłam dwa drinki (sorry, ale bez nich, bym nie wytrzymała w towarzystwie One Direction) chętnie się zgodziłam. Zasiedliśmy w dużym kole i popijając kolorowe drinki zaczęliśmy grę. Oczywiście homosy z 1D zadawali pytania typu "Kiedy pierwszy raz się upiłeś" lub "wolisz całowanie z języczkiem czy bez". Dla nich to było upiornie śmieszne, a ja z Clem prawie zasypiałyśmy. Prawie, bo nagle szyjka butelki wskazała na moją przyjaciółkę, a ja zaciekawiona czekałam cóż to wymyśli Harry. Chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż w końcu z ust Styles'a padło pytanie:
-Masz chłopaka?- eee... Panie Harry, mogłeś wymyśleć coś lepszego. Znudzona chwyciłam za swój kubek i przyjrzałam się Clem, która przez chwilę z podejrzanym uśmiechem patrzyła na Styles'a.
-Jeśli nie chcesz mówić, to nie musisz.- wtrącił się Niall i przyjaźnie uśmiechnął się w jej stronę. Ten gest sprawił, że w moich statystykach "Którego członka 1D zabić najpierw", narazie "awansował" na czystą pozycję. Zayn nie jest jeszcze klasyfikowany, Liam tym bardziej, ale to jest mój braciszek, więc nie muszę nic tłumaczyć. Drugie miejsce zajmuje Harry, za to durne pytanie, a pierwsze... Tam, tara, tam LOUIS TOMLINSON! I podejrzewam, że pierwsze miejsce do końca wakacji pozostanie to samo.
-Nie spoko, mam chłopaka, ma przylecieć na ślub, więc na pewno go poznasz.- uśmiechnęła się w ten swój uroczy sposób.
-Z wielką chęcią.- wysyczał i przez chwilą mierzyli się spojrzeniami, dopóki Clem nie chwyciła butelki i zakręciła ją tak, że wskazywała Loczka.
-Pytanie.- powiedział szybko.
-Masz dziewczynę?
-Tak, ale Harr'emu podoba się jakaś dziewczyna, którą spotkał...- krzyknął Louis.
-... w mieście, tak, ale mam dziewczynę i bardzo ją kocham.- powiedział troszkę, jakby miał również przekonać samego siebie. Clem nie wałkowała dalej tematu i pozwoliła grze toczyć się dalej. Po kilku kolejkach szyjka butelki po piwie wskazała na mnie.
-Wyzwanie.- ponieważ wypiłam kilka, czułam się bardzo odważna, więc wybrałam jako pierwsza tego wieczoru wyzwanie.
-Chłopaki, narada!- krzyknął Zayn i pognał z psiapsielami do kuchni.
-Na twoim miejscu bałabym się.- ziewnęła Danielle.
-Czego? Myślisz, że mnie pogryzie?- zrobiłam wystraszoną minę, a ona się zaśmiała. Gdy już chciała coś powiedzieć, chłopcy wrócili i tylko machnęła ręką.
-Dobra, jako zespół, postanowiliśmy, że ty, Clementine i Danielle, będziecie musiały spędzić trzy dni z grafikiem, który my opracujemy.
-Pod jednym warunkiem.- powiedziała Clem.- wy również spędzicie trzy dni na tej samej zasadzie. Możemy zrobić tak, że wy zaczynacie swoimi trzema dniami, a potem nasza kolej. Co wy na to?
W sumie to dobry pomysł. Już ja im przygotuję wspaniały grafik!
-Stoi.- powiedzieli chórem, a my z Danielle i Clem uśmiechnęłyśmy się do siebie tajemniczo. To będą piękne trzy dni...
***
Długi i męczący, ale jest. Mam nadzieję, że i Wy będziecie. Komentujcie, klikajcie +1, chodź nie wiem czemu to służy i cieszcie się ze mną początkiem wakacji ^^
piątek, 16 maja 2014
Pierwsza konfrontacja
Lotnisko
w Nicei
Udało
się, żyję! Werble dla mojej zajebistości poproszę! Ale tak serio, to jestem
strasznie szczęśliwa i gdyby nie Soph, dawno całowałabym płytę lotniska. I
pomyśleć, że za dwa miesiące znowu wsiądę w samolot do Los Angeles... Clementine
do cholery, nie myśl o tym! Tak, więc wracając do sedna, zdrowo wylądowałyśmy z
Sophie i teraz ciągniemy swoje walizki przez nowoczesny terminal. Po przejściu
stu zakrętów, w końcu otworzyły się przed nami szklane drzwi i do naszych uszu
dobiegły wszystkie lotniskowe hałasy. Przez jasność panującą w pomieszczeniu,
musiałam zmrużyć oczy, bo miałam chwilowe problemy z widzeniem. Kiedy już mój
wzrok przyswoił sobie jasne światła, rozglądałam się za lokami Dan.
Wyciągałyśmy z White jak najwyżej swoje szyje (w sumie to gdy Soph stawała na
palcach, to dalej pozostawałam o głowę wyższa), no ale OK, przynajmniej
próbowała pomóc.
-Ha, zobacz, tam stoi
jakiś frajer z ogromnym transparentem.- parsknęła So. Podążyłam za jej palcem,
którym wskazywała duży transparent z napisem "SOPHIE WHITE &
CLEMENTINE BLACK". Dopiero chwilkę po przeczytaniu napisu i zobaczeniu
obrazków przedstawiających dwie postacie mina mi zrzedła i spuszczając wzrok,
ujrzałam Liam'a. Wracając na chwilę do postaci- tułowia miały kształt
trójkątów, a głowy były kwadratowe z jakimiś kropkami, które chyba miały być
oczami, ale do końca nie jestem pewna. Nogi i ręce to były po prostu krzywe
linie, a postaci różniły się tylko kolorami włosów.
-Zobacz. Ten.
Transparent.- warknęłam przez zęby i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Blondynka szybko przeczytała to, co znajdywało się na dużym brystolu i również
nie była już rozbawiona.
-Powiedz, że to kurwa
jest tylko żart.- przełknęłam głośno ślinę, widząc wyraz jej twarzy.
Pewnie dziwicie się czemu tak reagujemy na to, że ktoś namalował nas jak
figury geometryczne, a członek jednego z najpopularniejszych boys band'ów na
świecie, trzyma ogromny brystol z naszymi nazwiskami. Otóż, właśnie kuźwa
dlatego, że Liam, jako osoba znana przyciąga uwagę pomimo transparentu, a
to, że już wianuszek dziewcząt stoi obok niego i nagrywa całe zajście- tylko
pogarsza sprawę.
Z torebki od razu wyciągnęłam okulary przeciwsłoneczne i ciągnąc duże walizki,
ruszyłam w stronę zbiegowiska. Przepychając się łokciami wśród niewyżytych
psychicznie dziewczynek, które cholera wie, co robią na lotnisku o pierwszej w nocy,
w końcu udało nam się dotrzeć do dwójki przyjaciół. Jednak nie wyszłyśmy z tego
całe. Kilka razy te małe wredoty ciągnęły mnie za włosy i uderzały łokciami w
żebra oraz cykały miliony zdjęć, ale na szczęście zachowałyśmy z White
cierpliwość.
-Clem!- poczułam jak
ktoś chwyta mnie za ramię i przyciąga do siebie, a po chwili tonęłam w uścisku
Payna.
-Zabierzcie mnie
stąd!- darła się Soph jak opętana, kiedy Danielle porwała ją w objęcia. Peazer
spojrzała porozumiewawczo na narzeczonego i już po kilku minutach przepychania
się przez fanki dotarliśmy do samochodu.
-Co to było?!-
wrzasnęła White łapiąc się za głowę i oddychając ciężko.
-Niall napisał na
swoim twitterze, że dziś przylatują jego nowe siostrzyczki.- wytłumaczyła
Peazer uśmiechając się przepraszająco. Siedziała między mną, a Soph z tyłu,
podczas gdy Li prowadził.
-Idiota.- mruknęłam
pod nosem. Nie ma co, przywitanie godne White i Black. Zobaczycie- kiedyś to na
mnie będą czekać fanki. Chociaż wolałabym przystojnych fanów 20+.
-Jak on wygląda?-
zapytała po chwili, a ja już wiedziałam, że w jej głowie rodzi się okrutny
plan.
-Blondyn.-
powiedziała krótko, a widząc nasze zdezorientowanie dodała- jako jedyny w tym
zespole ma blond włosy.
Wtuliłam się w ramię
Peazer i zaciągając się jej przyjemnym zapachem, przymknęłam powieki, a już po
kilku momentach zasnęłam.
Winnica La Cornee
Kiedy
otworzyłam oczy przez kilka minut kręciłam gałkami ocznymi chcąc zidentyfikować
gdzie się obecnie znajduję. Gdy zobaczyłam kudły Clem, dotarło do mnie, że
pewnie jesteśmy już w domu, we Francji. Tak, to na pewno prawda, bo ostatnie co
pamiętam to jak wtulam się w pluszowego słonia w samochodzie i zasypiam. Pewnie
leżałabym w łóżku do południa, ale moja potrzeba skorzystania z toalety była
ogromna, więc na paluszkach udałam się w stronę drzwi. Znalazłam się na
korytarzu i jakby bojąc się, że ktoś mnie zobaczy, obejrzałam się we dwie
strony. Zauważyłam, że na korytarzu znajduje się jeszcze kilka par drzwi, więc
nie łatwo będzie znaleźć łazienkę. Drzwi naprzeciwko mnie miały podpis, więc
może jednak nie będzie tak trudno.
-Niall.- przeczytałam
na głos i ruszyłam do kolejnych, które były na końcu korytarza. Na nich było
imię Dan i Liam'a. Kolejne drzwi to "Harry", a następne to te, z
których przed chwilą wyszłam. Jak się okazało nie miały podpisu, więc będę
musiała sama coś skombinować.
Zdenerwowana błądzeniem po korytarzu znalazłam kolejne drzwi bez podpisu
i nacisnęłam klamkę. Wparowałam do środka łazienki, ale zaraz stanęłam jak
wryta. Przede mną stał odwrócony tyłem nagusieńki chłopak.
-Harry frajerze
mówiłem, żebyś poczekał.- krzyknął, zawiązując wokół bioder biały ręcznik.
Dalej stałam z otwartymi szeroko ustami i wytrzeszczonymi oczami. W końcu
chłopak odwrócił się w moją stronę i również zdębiał.
-Harry?- zapytał
marszcząc czoło.
-Jaki Harry do
cholery?! Co pan... znaczy ty robisz w moim domu?- wrzasnęłam, kiedy powróciło
moje trzeźwe myślenie.
-Ja? W twoim?-
zdziwił się.
I wtedy dotarło do
mnie, że to musi być któryś z tych gwiazdeczek-oszołomów.
-Fuck.- przeklęłam
pod nosem i nagle przypomniało mi się, że stoję właśnie ubrana w kusej koszulce
zakrywającej ledwo mój tyłek, przed chłopakiem, który jest przepasany jedynie
ręcznikiem.
-Nie wiesz kim
jestem?
-Na zdjęciach
wyglądasz kompletnie inaczej.- syknęłam wdając się z nim w kłótnię. Brawo dla
mnie, pierwsze godziny w tym domu, a ja już zbieram wrogów, ale mówiłam
przecież, że ci frajerzy nie mają co liczyć na litość.
-Ty też nie wyglądasz
tak jak z opisów Danielle. - odgryzł się uśmiechając się dumnie.
-Doprawdy? A jak mnie
opisała?- spytałam robiąc krok w jego stronę.
-Pomyliła się przede
wszystkim w tym, że jesteś ładna.- również zrobił krok zmniejszając dystans
dzielący nas.
-Masz rację,
popełniła zasadniczy błąd.- widziałam jak zmieszał się słysząc potwierdzenie
jego słów.- o tobie też wspomniała.
-Taak?
-Mówiła, że jesteś
przystojny, zabawny, wesoły, szarmancki i wysoki, a zgadza się tylko ostatnie.-
uśmiechnęłam się słodko.
-Posłuchaj
krasnalu...- że ja kurwa przepraszam za brzydkie słowa, CO? Ja nie byłam
strasznie mała, to jego czymś rozciągali, że urósł taki duży. Szkoda, że
zapomnieli wklepać mu trochę inteligencji...
-Co powiedziałeś ty
rozkapryszony bachorze?!- wrzasnęłam.
Chłopak z dumnym
uśmiechem pochylił się nade mną i prawie wyszeptał mi na ucho:
-Jesteś brzydkim,
wrednym i denerwujacym krasnalem.
Dosyć. Zaczęłam
okładać go pięściami i wykrzykiwać wszystkie złe epitety, jakie tylko znałam.
-Jesteś taka seksowna
i słodka, gdy się denerwujesz.- kolejny słodziutki uśmieszek, który miałam
ochotę wyrzucić przez otwarte okno, tak jak i tego gamonia.
Moja uderzenia i
krzyki wzmocniły na sile, ale mimo to ten fagas stał tam i się ze mnie śmiał.
-Co tu się dzieje?-
do łazienki wszedł Liam i zdziwiony spojrzał na naszą dwójkę. Od razu
przyciągnął mnie do siebie i złapał za ręce.
-Louis, o co chodzi?-
spytał wciąż trzymając mnie w objęciach.
-A nie ważne Li,
miałem okazję poznać nasze nowe "przyjaciółki"- tutaj miałam ochotę
splunąć, bo nigdy, powtarzam NIGDY nie będzie miał szansy się ze mną
zaprzyjaźnić. -mam nadzieję, że ta druga...
-Clementine.-
powiedział Liam przewracając oczami.
-... Właśnie, okaże
się istotą myślącą.- wyprostował się i powoli kroczył w naszą stronę.- Pa, skarbie.-
szepnął mi do ucha, a we mnie się zagotowało. Chciałam kopać, gryźć, bić i
krzyczeć.
Ale jedno jest pewne-
od teraz, mój największy wróg ma na imię Louis.
Pokój Sophie
Obudziły
mnie jakieś krzyki. Nawet nie potrafiłam rozpoznać do kogo mogą należeć, jednak
przypominając sobie, gdzie się znajduję od razu pomyślałam o One Direction.
Miejsce obok mnie, które powinna zajmować Soph było puste, więc możliwe,
że to ona właśnie się z kimś kłóci. Pełna energii wstałam i włożyłam krótkie
spodenki do biegania oraz pierwszą lepszą koszulkę. Przypominając sobie, że w
pokoju Sophie jest łazienka, umyłam zęby, a włosy spięłam w koka na czubku
głowy. Wczoraj nie miałam na nic siły, więc postanowiłyśmy z Danielle, że tą
noc prześpię tutaj, a od następnej będę już w swoim pokoju. Oczywiście White
miała tak twardy sen, po tym jak zasnęła w samochodzie, że nawet ciąganie za
włosy jej nie obudziło, więc Liam musiał przenieść ją tutaj, co w sumie nie
było takie trudne, bo dziewczyna jest drobna. Ustałam przed lustrem,
poprawiając swój ubiór. Cel na dzisiaj: być w miarę miła dla tych oszołomów.
Bez
problemu znalazłam schody i zbiegając z nich wpadłam do kuchni, gdzie właśnie
przy lodówce stał jakiś chłopak. Nie jestem pewna, ale wydawało mi się, że
czegoś się obawia, bo zachowywał się nader cicho, nienaturalnie.
-Szukasz tam czegoś?-
zapytałam, a na mój głos chłopak szybko odwrócił się i złapał za serce.
-Ale mnie
przestraszyłaś.- powiedział oddychając z ulgą.
-Rodzice ci
zabraniali z lodówki korzystać, że tak się wystraszyłeś?- jak wspominałam, nie
chcę być wredna. Ale mój zgryźliwy charakter to już co innego.
-Co? Nie, nie, po
prostu... A z resztą sama zobaczysz jak tutaj przyjdzie.- machnął ręką-
zapomniałem się przedstawić, Zayn Malik.- uśmiechnął się i wyciągnął rękę w
moją stronę. Chwilę na nią popatrzyłam i w końcu zareagowałam.
-Clementine Black.-
ujęłam jego dłoń i szybko puściłam. Nie trwało to nawet trzech sekund, więc
mogę odetchnąć z ulgą, żadnym HIV'em mnie nie zaraził...
Muszę przyznać, że
chłopak był nawet przystojny, chociaż... delikatnie lalusiowaty. Miał
ciemną karnację, czarne włosy z blond pasemką były postawione do góry, a
czekoladowe oczy skanowały mnie.
-Głodna?- spytał
opierając się na lodówce i jakby zasłaniając mi do niej dostęp.
-Spragniona.-
wypaliłam i miałam ochotę uderzyć się w twarz, bo niewiadomo co ten idiota
sobie teraz pomyśli.
-Em... To musisz
poczekać.- powiedział dalej zakrywając chłodziarkę, jakby jej tam wcale nie
było. Uniosłam jedną brew i założyłam ręce na klatce piersiowej. Już otwierałam
usta, by sypnąć sentencją, ale trącił mnie jakiś blond diabeł, który popchnął
... Zack'a? Ta, chyba tak, no więc popchnął go i prawie wsadził głowę do
lodówki. Po chwili wyprostował się jak struna i z całej siły trzasnął
drzwiczkami. Powoli obrócił się i wbił zabójcze spojrzenie w Zack'a, tfu
Zayn'a.
-Gdzie. Są. Moje.
Placki.- wysyczał i gdyby mógł zabijać wzrokiem, Malik już leżałby u moich
stóp... W sumie- jednego frajera mniej.
Chyba powoli
zaczynałam rozumieć co miał na myśli mulat, mówiąc bym nie otwierała lodówki,
po prostu nie chciał żebym została stratowana przez blondyna. W jednej chwili,
ten sam chłopaczek, który przed chwilą nie pozwolił mi się napić, podniósł
palec i wskazał na mnie.
-Co?!- oburzyłam się
i lekko przerażona spojrzałam na blondyna. Zaraz, zaraz... blondyna? "W
zespole jest jeden blondyn", przypomniały mi się słowa Danielle z wczoraj.
Teraz to ja poczułam, że mogłabym zabijać wzrokiem i wkurzona podeszłam do niebieskookiego.
-Ty!
-Ja?- zdziwił się.
-On?- powtórzył Zayn.
-Tak! Przez ciebie i
twojego pieprzonego twitter'a, wasze niewyżyte faneczki-deseczki narobiły mi
siniaków na żebrach, tysiące zdjęć jak Liam mnie przytulał i do tego wszyscy
wiedzą jak się nazywam! Po jakiego kurwa zasranego grzyba pisałeś takie rzeczy
na twitterze? Wszystko tam opisujesz? Nawet jak masz iść do toalety?- z każdym
moim słowem przerażenie w jego oczach rosło. Czułam jak kuli się w sobie i
zaczyna się mnie bać. Nie powiem, poczułam pewną satysfakcję.
-Nie?- parsknął,
jednak uciekającym wzrokiem tylko pogorszył pozycję One Direction na mojej
liście "Do odstrzału".
-Dobijacie mnie.-
zamrugałam kilka razy i odwróciłam się na pięcie, idąc w stronę lodówki.- A!
Zapomniałabym, twój obecny tutaj przyjaciel zjadł placki.- uśmiechnęłam się z
pogardą i chwytając z blatu butelkę wody, zostawiłam "biednego"
mulata z głodnym blondynem.
Wyszłam z domu zatrzaskując za sobą drzwi. Wczoraj nie miałam okazji
przyjrzeć się budynkowi, w którym spędzę dwa miesiące, ale podczas rozgrzewki
nadarzyła się na to idealna okazja. Całość została wykonana z kamienia, które
porastały w większości zielone pnącza, co razem dawało wygląd starej,
tajemniczej budowli. Okna umieszczone były w równych odstępach, a centralnie
nad drzwiami był otwarty balkon, który był na końcu korytarza. Jednak nie tylko
dom okazał się piękny. Cała winnica, w której zamieszkaliśmy zajmowała kilka
hektarów włączając w to winorośla, do których był spory kawałek. Przez cały
ogród można było przejść kamienną ścieżką, jednak na początku trzeba zejść ze
schodów, bo dom znajduje się na wzniesieniu, natomiast ogród, w dole. Mrużąc
oczy zauważając małą fontannę, altankę, kort tenisowy, a nawet basen, który na
początku trzeba wyczyścić.
Uśmiechając
się lekko ruszyłam spod winnicy i wybiegłam za bramę, na uliczkę, która
prowadzi do naszego domu. Po obu stronach rosły klony, których szum liści,
spowodowany delikatnym wiatrem, wprawiał o dreszcze na plecach. Ściskając w
dłoni butelkę wybiegłam na polną drogę, wśród lawendy i winorośli, a przez
połączone zapachy, zakręciło mi się w głowie. Zatrzymałam się i opierając
dłonie na kolanach, zaczęłam oddychać głęboko. Po uspokojeniu oddechu usiadłam
na skale, która akurat tu leżała i pociągnęłam kilka łyków z butelki. Można się
dziś spodziewać dużych temperatur, bo mimo tego, że dochodziła dziesiąta rano,
słońce nieźle prażyło. Nagle gdzieś z daleka usłyszałam krzyki zachrypniętego
głosu z typowym angielskim akcentem. W myślach policzyłam sobie ile już dziś
oszołomów z 1D spotkałam, więc to możliwe, że to jeden z nich, bo kto by tędy
chodził, przecież ta droga prowadzi tylko do naszej winnicy.
-Taylor do cholery,
nie rozumiesz, że jestem we Francji?!- krzyki stawały się coraz głośniejsze, a
sylwetka chłopaka wyłoniła się zza zakrętu i był jakieś trzydzieści metrów ode
mnie. -Byłem już na twoim koncercie kilka razy, teraz jestem tu z przyjaciółmi!
Hmm... W sumie to
nawet nie podsłuchiwałam, po prostu, siedziałam i piłam wodę, a to on darł
mordę na całą okolicę.
-NIE! NIE, TY NIE
PRZYJEŻDŻASZ DO MNIE, A JA DO CIEBIE, DOTARŁO?- mimo, że był w pewnej
odległości ode mnie to musiałam zatkać uszy, bo czułam, że zaraz mi pękną
bębenki. Kiedy chłopak rozmawiał przez telefon ja mogłam mu się przyjrzeć. Miał
brązowe, kręcone włosy, które opadały na jego czoło, trampki za kostkę, krótkie
spodenki khaki i białą bluzkę POLO. No muszę przyznać, że wyglądał nieźle...
Boże Clem, za górami, lasami i oceanem jest twój chłopak!
Kiedy był już tak
blisko, że mogłam ujrzeć jego zielone oczy raptownie podniósł telefon i chciał
nim chyba rzucić o ziemię, ale zobaczył, że go obserwuję i z uniesioną ręką
zapytał:
-Czego?- jego ton był
taki niemiły i szorstki, że po plecach przeszły mi ciarki. Ale zaraz, zaraz- ja
jestem Clementine Black, nie taki gagatek już mi próbował podskoczyć.
-Grzeczniej
kudłaczu.- syknęłam.- to ty drzesz się i pewnie słychać cię aż w mieście, które
jest oddalone o pięć kilometrów.
Chłopak zbadał mnie
wzrokiem i dałbym rękę uciąć, że uśmiechnął się pod nosem.
-Amerykanka.-
stwierdził.
-Brawo Einstainie,
powinieneś zacząć ubiegać się o nagrodę Nobla.- prychnęłam i lekkim truchtem
oddaliłam się od niego.
-To dasz mi swój
numer?- krzyknął za mną, ale w odpowiedzi jedynie wystawiłam mu środkowy palec,
na co się zaśmiał. Ciekawa jestem, czy już skojarzył, że przez dwa miesiące
będę jego współlokatorką.
Witam! mamy drugi
rozdział, który w sumie mi się podoba. Chcę podziękować za wszystkie komentarze
i nominację którą już otrzymałam, to było wielkie zaskoczenie...
Do napisania!
Ps. Która postać Wam
się najbardziej podoba?
niedziela, 4 maja 2014
Cisza przed burzą
Dom Sophie
Ostatni raz rozejrzałam się po swoim ukochanym pokoju z lawendowymi ścianami. Tak wiem, ja bezczelna, mściwa i złośliwa, a pokoik mam uroczy. No cóż, moja mama go tak urządziła, mi zostało tylko powieszenie kilku szpanerskich plakatów i postawienie w kącie gitary.
Tak, więc rozejrzałam się po pokoju, nic nie zwróciło zbytnio mojej uwagi. Ha! Znaczy, że spakowałam się idealnie. Pomijając fakt, że na środku mojego zaścielonego łóżka siedzi Clementine drąc się wniebogłosy po spotkaniu pożegnalnym z Jo.. Z JEJ CHŁOPAKIEM (chociaż ja tej pomyłki genetycznej bym tak nie nazwała). W sumie do spotkania nawet nie doszło, z tego co zrozumiałam z jej szlochów, bo chłopak postanowił pojechać zagrać w golfa z bandą staruszków, niż pożegnać się z dziewczyną, z którą spotka się dopiero na weselu Danielle i Liam'a (oby samolot, którym będzie leciał spadł do Oceanu), czyli za calutkie dwa miesiące. Dwa miesiące całkowitej laby... Francja, słońce, zwiedzanie, przystojni faceci, przyjaciółki, Liam i One Direction. Fakt- nie przepadam za tymi frajerami, ale nie ma facetów idealnych, więc wybaczam panu Payne'owi, że przygruchał sobie takich przyjaciół. Jak na jego ślubie coś odpierdzielą to nie będzie moja wina, więc nie ma potrzeby do wstydu ze strony Dan. Oczywiście jeżeli One Direction przeżyją te dwa miesiące.
Ze mną i Clem.
W jednym domu.
Na odludziu.
Czujecie tą grozę?
-Możesz się zamknąć?!- próbowałam przekrzyczeć się przez wycie Black, która swoją drogą jutro będzie miała porządną chrypę.
-JAK ON MÓGŁ?- wrzeszczała przedłużając ostatnie litery i zadzierając głowę w górę. Przewróciłam oczami i wyjęłam z kieszeni listki gumy balonowej wpychając jej do buzi. Przynajmniej przez kilka sekund będzie cisza. Wychyliłam głowę przez okno i zobaczyłam, że taksówka, którą zamówiłam dziesięć minut temu już czeka pod domem.
-Chodź, już taksówka czeka.- zepchnęłam Clementine z łóżka i ruszyłam w stronę schodów. W domu panowała cisza, którą przerywały jedynie cmoknięcia Black. Rodzice byli właśnie w pracy, zaczynali kolejny nudny tydzień, ponieważ był poniedziałek, ze mną pożegnali się wczoraj wieczorem. Dobrze, że mama była w pobliżu, bo gdyby wczorajszy obrzęd trwał dłużej- własny ojciec zacząłby mi opowiadać jak trzeba się zabezpieczać. Taaaak, kocham swojego staruszka. Zgrabnie zniosłam walizki ze schodów, mimo tego, że ważyły więcej ode mnie. Zawsze miałam w sobie dużo energii i wigoru. Pomyślicie, że może mam ADHD. Nie bójcie się- kiedy miałam siedem lat i odwiedziła nas ciotka z Chicago, tak bardzo jej podpadłam, że sama zaprowadziła mnie do przychodni, jednak na moje szczęście, a jej nieszczęście- jestem zdrowa jak ryba! Taksówkarz w średnim wieku pomógł nam z walizkami, które już po chwili znalazły się w bagażniku samochodu, a my usiadłyśmy z tyłu.
Uważnie przyjrzałam się swojej przyjaciółce. Brązowe loki spięte były w warkocza, który spoczywał na jej lewym ramieniu, na zadartym delikatnie nosie spoczywały okulary, zakrywające jej zaczerwienione od płaczu oczy, które zawsze mają odcień mlecznej czekolady. Nerwowo bawiła się końcem swojej kwiecistej, letniej sukienki. Dobrze widziałam jakie są tego powody. Clem po pierwsze jest bardzo wrażliwa, szczególnie dla osób bliskich, jeżeli ktoś nieznany powie jej coś niemiłego to zareaguje podobnie jak ja- odpyskuje lub wyśmieje i nie zostawi tej osobie suchej nitki. Jednak dziś ten cały Josh potraktował ją jak śmiecia i nie wiem czemu nadal może nosić miano chłopaka Black. Łaski bez- po tym jak wybaczyła mu zdradę z jakąś plastikową cizią, u której niewiadomo było gdzie tyłek, a gdzie cycki, powinien ją na rękach nosić... Po drugie dziewczyna panicznie boi się latać samolotami. Wolałaby cały ocean przepłynąć, niż lecieć tyle godzin w metalowej maszynie.
Złapałam ją za rękę i uśmiechnęłam się pokrzepiająco, gdy tylko podniosła swój wzrok na mnie. Prawda jest taka, że kocham tą dziwaczkę ponad życie i gdyby nie to, że za dwie godziny wsiadamy na pokład samolotu- Josh już wisiałby, powieszony za jaja w jakimś lesie.
-Będzie dobrze.- powiedziałam stanowczo, na co ona tylko pokiwała głową i zaczęła szukać czegoś w swojej torebce.
-Rozmawiałam wieczorem z Danielle i powiedziała, że ona z chłopakami są już na miejscu. Zobacz- podsunęła mi pod nos swój telefon. Na wyświetlaczu stała piątka chłopaków, a w środku panna Peazer.
-Czy to...- przełknęłam głośno ślinę- One Direction?
-Chyba tak. - przyjrzała się dokładniej zdjęciu uśmiechając się delikatnie.
-Danielle jest szczęśliwa.- stwierdziłam chcąc zacząć pewien temat.
-Najwyraźniej. Myślisz, że Liam będzie dobrym mężem?- spytała dalej wpatrując się w wyświetlacz.
-Oboje się kochają, tworzą parę idealną- zupełnie niechcący podkreśliłam ostatnie słowo- a poza tym- wiedzą czego chcą. Myślę, że Liam będzie dobrym mężem, a Danielle żoną.
Przyjaciółka pokiwała głowę i schowała telefon nie tocząc rozmowy dalej. Czyli- wyłapała aluzję i nie chce zaczynać tego tematu, lub jest tak głupia jak myślałam i nie zrozumiała o co mi chodzi. Ale i tak ją kocham. Popatrzyłam jeszcze raz przez jej przez ramię i uważniej przyjrzałam się czwórce chłopaków. Jeden wysoki jak góra z włosami niczym mop i przesłodzonym uśmieszkiem. Ciekawe czy byłby taki szczęśliwy gdyby dowiedział się, że te dołeczki to deformacja twarzy i na chłopski rozum ma krzywy ryj. Drugi niczym z okładki magazynu dla nastolatek (halo Sophie, przecież w każdym magaznie możesz ich zobaczyć) z włosami postawionymi na żel, jasną pedalską pasemką i oliwkową karnacją, trzeci blondyn z krzywymi zębami, na których jest aparat ortodontyczny i ostatni przytulający tego z mopem na głowie, no ale NO HOMO. Brązowe włosy zaczesane miał palcami do góry, uśmiech zajmował chyba całą jego twarz i oczy zakrywały mu okulary. Zdecydowanie Liam jest z nich najnormalniejszy.
Po chwili znalazłyśmy się pod lotniskiem i z pomocą kierowcy, wyciągnęłyśmy swoje bagaże. Teraz tylko odprawa, chwilka na siusiu i do samolotu... Ahoj Francjo!
Los Angeles, International Airport
W ręku gniotłam już którąś z kolei chusteczkę, która coraz bardziej mokła pod wpływem pocenia moich dłoni. Potarłam nerwowo skronie patrząc na spokojną twarz Sophie, która z przymkniętymi oczami słuchała muzyki i była w swoim świecie. Spojrzałam na zegarek i poczułam jak mimo ciemnej karnacji jestem blada jak kartka papieru. Za godzinę będę siedzieć już w tej piekielnej maszynie i cholera wie, czy wieczorem wyląduję we Francji, czy też nie. Teraz w sumie jest mi to obojętne. Mój Josh zapomniał o tym, że wyjeżdżam na dwa miesiące i nic nie zrobił sobie z tego, że nie spotkamy sie do ślubu Danielle, na który dopiero po długich błaganiach zgodził się przylecieć. Obecnie nie mam pojęcia, czym denerwuję się bardziej. Tym, że własny chłopak totalnie mnie olewa czy podróżą w samolocie. Sama nie wiem, skąd u mnie ten strach. Zwykle jestem... jesteśmy razem z Sophie bardzo pewne siebie, dążące do spełnienia największych marzeń i przede wszystkim pełne energii. Kiedy chodziłyśmy jeszcze do szkoły należałyśmy do tych "popularnych". Ładne, czasem bezczelne no i nie bojące się niczego dziewczyny. Tyle przygód, po których lądowałyśmy na dywaniku u dyrektora, jednak zawsze uchodziłyśmy sucho dzięki swoim uśmieszkom i słodkim oczkom, mogłabym liczyć w setkach. Nigdy też nie było sytuacji, w której nie brałyśmy udziału razem. Jak już przypał to udział Black i White murowany. Najbardziej w pamięć zapadła mi jednak akcja z pewnym chłopakiem, w którym podkochiwałam się w trzeciej klasy gimnazjum, a on gdy sie o tym dowiedział, po prostu mnie wyśmiał. Oczywiście Sophie stwierdziła, że nie może tego tak zostawić i powiedziała, żebym się nie przejmowała, tylko odpoczęła, a ona już coś wymyśli.
Czasem zastanawiam się co ona ma pod tą śliczną główką i skąd bierze tyle energii, wszak jest bardzo drobna!
Wracając jednak do White i jej diabelskich pomysłów- na drugi dzień przyszła zadowolona do szkoły z torbą większą niż zwykle. Kazała mi zostać w szkole po zajęciach. Cały dzień siedziałam jak na szpilkach i gdy zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję, wystrzeliłam niczym z procy, kierując się w stronę łazienek. Nigdy nie zapomnę tego strasznego uśmiechu So, kiedy w rękawiczkach próbowała otworzyć szafkę chłopaka, który mi się podobał i gdy już się to udało wyjęła z torby gaśnicę! Tak wiem- JAK TO GAŚNICĘ? Właśnie dlatego nie wzięła normalnego plecaka, tylko największą torbę jaką znalazła.
Już po chwili cała zawartość gaśnicy znalazła się w szafce chłopaka i zadowolona złapała mnie za rękę uciekając z miejsca zbrodni. Oczywiście nikt nie wiedział, czemu wszystkie rzeczy tamtego chłopaka nadawały sie tylko do wyrzucenia. Udowodniło mi to, że zawsze mogę na niej polegać i nikt nigdy nie stanie nam na drodze do szczęścia.
"Pasażerowie lotu z Los Angels do Nicei, proszeni są..."- momentalnie mój uśmiech przerodził się w grymas, a dłonie na nowo zaczęły się pocić.
-Chodź, chodź Clem.- nawet nie wiem kiedy Soph zdążyła wstać i przejść kilka kroków. Wstałam szybko i chwytając za rączkę swojej walizki, pociągnęłam ją w stronę blondynki.
Szybko przeszłyśmy przez odprawę i teraz przeciskając się pomiędzy ludźmi, szłyśmy na swoje miejsca. Nawet lepiej poczułam się, gdy Sophie powiedziała, że z chęcią usiądzie przy oknie. Przynajmniej nie będę musiała oglądać jak bardzo machają się skrzydła. Usiadłam w miarę wygodnie na fotelu i odchyliłam głowę do tyłu, oddychając miarowo. Przez lekko przymknięte oczy widziałam, jak blondynka przygląda mi się z troską wymalowaną na twarzy.
-Też cię kocham, ale nie musisz mnie tak skanować.- mruknęłam.
-Po prostu ja nie mogę patrzeć jak ty się marnujesz...
-Przestań, dam radę te kilka godzin.- przewróciłam oczami i wbiłam paznokcie w podłokietniki.
-Nie chodzi mi o głupi lot samolotem, Clem. Dobrze wiesz, że mówię o tym parszywcu Josh'u.- powiedziała i znowu wbiła we mnie swoje jasne spojrzenie. Akurat ją wzięło na wyznania, kiedy startujemy, no trzymajcie mnie!
-Sophie, pozwól, że na razie zamkniesz buzię i nie będziesz mnie zagadywać, bo jakbyś nie zauważyła- WŁAŚNIE STARTUJEMY- pisnęłam, budząc tym przy okazji jakiegoś staruszka, który już zdążył uciąć sobie drzemkę.
-Spokojnie Clem, jestem przy tobie.- złapała mnie przez moment za rękę, lecz po tym jak została zmasakrowana w moim uścisku, szybko ją zabrała.
Kiedy już 'bezpiecznie' frunęliśmy od razu poprosiłam do siebie stewardessę.
-W czymś mogę pani pomóc?- najbardziej podoba mi się to, że odkąd jestem dorosła, wszyscy traktują mnie z większym szacunkiem. Gdybym kilka lat temu przywołała tę samą kobietę- założę się, że nie zostałabym tak miło potraktowana.
-Szklankę whisky z lodem, muszę się odprężyć.- wytłumaczyłam, a ona posłusznie podała mi ze swojego wózka zamówiony trunek. Wzięłam spory łyk alkoholu, gdy stewardessa się oddaliła i przymykając na chwilę oczy, rozkoszowałam się gorzkim smakiem cieczy.- Teraz mów.- zwróciłam się w stronę lekko zszokowanej przyjaciółki.
-Powinnaś zostawić tego frajera!- powiedziała dopiero, kiedy potrząsnęła głową.- zobacz, jesteś śliczna, masz kasę, wspaniałą przyjaciółkę no i swój rozum. Wytłumacz mi, dlaczego spotykasz się z takim kołkiem?!
Faktem jest, że od pewnego czasu sama się nad tym zastanawiam. Ciągłe gderanie mojej przyjaciółki i zachowanie Josh'a daje mi do myślenia. Teraz nawet nie wiem, czy go kocham. Jejku, zaczynam myśleć i gadać jak bohaterowie Trudnych Spraw lub coś w ten de sens.
-Ja już sama nie wiem, Sophie.- westchnęłam.- narazie chcę kompletnie o nim zapomnieć, jadę w końcu na zajebiste wakacje i żaden facet nie będzie mi siedział w głowie.- uśmiechnęłam się dumnie ze swojego postanowienia. To dobry pomysł, chociaż na trochę zapomnieć o kłopotach i Los Angeles. Po to właśnie są wakacje, prawda?
Lotnisko w Nicei
Oparłam się o ramię swojego narzeczonego i wpatrywałam w tablicę przylotów, zaklinając ją w głowie, by jak najszybciej pokazała wiadomość o lądowaniu samolotu moich przyjaciółek.
-Myślisz, że Clem i Soph polubią chłopaków?- Liam z całej siły próbował choć na chwilę odwrócić moją uwagę.
-Sama nie wiem, kiedy dowiedziały się o tym, że spędzą z nimi dwa miesiące, nie były zbytnio zadowolone.- przypomniałam sobie jak Soph wyrzuciła z siebie wszystkie najgorsze epitety w ich kierunku.
-Myślę, że się zaprzyjaźnią. Niall zrobi im jeść, Louis zawsze poprawi humor, Harry doradzi w problemach sercowych- znacząco poruszył brwiami pewnie mając na myśli Clem- no a Zayn uczesze i pożyczy ubrania.- zachichotałam i wtuliłam się w jego ciało.
-Niall jest uroczy, co nie spodoba się Sophie, bo ona nie lubi "słodzizny", Harry i Louis mogą podpaść im swoją pewnością siebie, a Zayn okaże się pewnie za "lalusiowaty".- westchnęłam.
-A ja?- spytał mój książe z bajki.
-A ty już dawno zdobyłeś ich serca.- zaśmiałam się widząc jego zaskoczenie.
-Czemu?
-Powiedzmy, że masz u nich chody dopóki jesteś ze mną.- puściłam mu oczko i pocałowałam w policzek.
-To wszystko wyjaśnia.- pokiwał głową ze zrozumieniem.- więc szykują się ciekawe wakacje?
-Z tymi wariatkami zawsze jest ciekawie, a w połączeniu z chłopakami, może powstać mieszanka wybuchowa...
Ostatni raz rozejrzałam się po swoim ukochanym pokoju z lawendowymi ścianami. Tak wiem, ja bezczelna, mściwa i złośliwa, a pokoik mam uroczy. No cóż, moja mama go tak urządziła, mi zostało tylko powieszenie kilku szpanerskich plakatów i postawienie w kącie gitary.
Tak, więc rozejrzałam się po pokoju, nic nie zwróciło zbytnio mojej uwagi. Ha! Znaczy, że spakowałam się idealnie. Pomijając fakt, że na środku mojego zaścielonego łóżka siedzi Clementine drąc się wniebogłosy po spotkaniu pożegnalnym z Jo.. Z JEJ CHŁOPAKIEM (chociaż ja tej pomyłki genetycznej bym tak nie nazwała). W sumie do spotkania nawet nie doszło, z tego co zrozumiałam z jej szlochów, bo chłopak postanowił pojechać zagrać w golfa z bandą staruszków, niż pożegnać się z dziewczyną, z którą spotka się dopiero na weselu Danielle i Liam'a (oby samolot, którym będzie leciał spadł do Oceanu), czyli za calutkie dwa miesiące. Dwa miesiące całkowitej laby... Francja, słońce, zwiedzanie, przystojni faceci, przyjaciółki, Liam i One Direction. Fakt- nie przepadam za tymi frajerami, ale nie ma facetów idealnych, więc wybaczam panu Payne'owi, że przygruchał sobie takich przyjaciół. Jak na jego ślubie coś odpierdzielą to nie będzie moja wina, więc nie ma potrzeby do wstydu ze strony Dan. Oczywiście jeżeli One Direction przeżyją te dwa miesiące.
Ze mną i Clem.
W jednym domu.
Na odludziu.
Czujecie tą grozę?
-Możesz się zamknąć?!- próbowałam przekrzyczeć się przez wycie Black, która swoją drogą jutro będzie miała porządną chrypę.
-JAK ON MÓGŁ?- wrzeszczała przedłużając ostatnie litery i zadzierając głowę w górę. Przewróciłam oczami i wyjęłam z kieszeni listki gumy balonowej wpychając jej do buzi. Przynajmniej przez kilka sekund będzie cisza. Wychyliłam głowę przez okno i zobaczyłam, że taksówka, którą zamówiłam dziesięć minut temu już czeka pod domem.
-Chodź, już taksówka czeka.- zepchnęłam Clementine z łóżka i ruszyłam w stronę schodów. W domu panowała cisza, którą przerywały jedynie cmoknięcia Black. Rodzice byli właśnie w pracy, zaczynali kolejny nudny tydzień, ponieważ był poniedziałek, ze mną pożegnali się wczoraj wieczorem. Dobrze, że mama była w pobliżu, bo gdyby wczorajszy obrzęd trwał dłużej- własny ojciec zacząłby mi opowiadać jak trzeba się zabezpieczać. Taaaak, kocham swojego staruszka. Zgrabnie zniosłam walizki ze schodów, mimo tego, że ważyły więcej ode mnie. Zawsze miałam w sobie dużo energii i wigoru. Pomyślicie, że może mam ADHD. Nie bójcie się- kiedy miałam siedem lat i odwiedziła nas ciotka z Chicago, tak bardzo jej podpadłam, że sama zaprowadziła mnie do przychodni, jednak na moje szczęście, a jej nieszczęście- jestem zdrowa jak ryba! Taksówkarz w średnim wieku pomógł nam z walizkami, które już po chwili znalazły się w bagażniku samochodu, a my usiadłyśmy z tyłu.
Uważnie przyjrzałam się swojej przyjaciółce. Brązowe loki spięte były w warkocza, który spoczywał na jej lewym ramieniu, na zadartym delikatnie nosie spoczywały okulary, zakrywające jej zaczerwienione od płaczu oczy, które zawsze mają odcień mlecznej czekolady. Nerwowo bawiła się końcem swojej kwiecistej, letniej sukienki. Dobrze widziałam jakie są tego powody. Clem po pierwsze jest bardzo wrażliwa, szczególnie dla osób bliskich, jeżeli ktoś nieznany powie jej coś niemiłego to zareaguje podobnie jak ja- odpyskuje lub wyśmieje i nie zostawi tej osobie suchej nitki. Jednak dziś ten cały Josh potraktował ją jak śmiecia i nie wiem czemu nadal może nosić miano chłopaka Black. Łaski bez- po tym jak wybaczyła mu zdradę z jakąś plastikową cizią, u której niewiadomo było gdzie tyłek, a gdzie cycki, powinien ją na rękach nosić... Po drugie dziewczyna panicznie boi się latać samolotami. Wolałaby cały ocean przepłynąć, niż lecieć tyle godzin w metalowej maszynie.
Złapałam ją za rękę i uśmiechnęłam się pokrzepiająco, gdy tylko podniosła swój wzrok na mnie. Prawda jest taka, że kocham tą dziwaczkę ponad życie i gdyby nie to, że za dwie godziny wsiadamy na pokład samolotu- Josh już wisiałby, powieszony za jaja w jakimś lesie.
-Będzie dobrze.- powiedziałam stanowczo, na co ona tylko pokiwała głową i zaczęła szukać czegoś w swojej torebce.
-Rozmawiałam wieczorem z Danielle i powiedziała, że ona z chłopakami są już na miejscu. Zobacz- podsunęła mi pod nos swój telefon. Na wyświetlaczu stała piątka chłopaków, a w środku panna Peazer.
-Czy to...- przełknęłam głośno ślinę- One Direction?
-Chyba tak. - przyjrzała się dokładniej zdjęciu uśmiechając się delikatnie.
-Danielle jest szczęśliwa.- stwierdziłam chcąc zacząć pewien temat.
-Najwyraźniej. Myślisz, że Liam będzie dobrym mężem?- spytała dalej wpatrując się w wyświetlacz.
-Oboje się kochają, tworzą parę idealną- zupełnie niechcący podkreśliłam ostatnie słowo- a poza tym- wiedzą czego chcą. Myślę, że Liam będzie dobrym mężem, a Danielle żoną.
Przyjaciółka pokiwała głowę i schowała telefon nie tocząc rozmowy dalej. Czyli- wyłapała aluzję i nie chce zaczynać tego tematu, lub jest tak głupia jak myślałam i nie zrozumiała o co mi chodzi. Ale i tak ją kocham. Popatrzyłam jeszcze raz przez jej przez ramię i uważniej przyjrzałam się czwórce chłopaków. Jeden wysoki jak góra z włosami niczym mop i przesłodzonym uśmieszkiem. Ciekawe czy byłby taki szczęśliwy gdyby dowiedział się, że te dołeczki to deformacja twarzy i na chłopski rozum ma krzywy ryj. Drugi niczym z okładki magazynu dla nastolatek (halo Sophie, przecież w każdym magaznie możesz ich zobaczyć) z włosami postawionymi na żel, jasną pedalską pasemką i oliwkową karnacją, trzeci blondyn z krzywymi zębami, na których jest aparat ortodontyczny i ostatni przytulający tego z mopem na głowie, no ale NO HOMO. Brązowe włosy zaczesane miał palcami do góry, uśmiech zajmował chyba całą jego twarz i oczy zakrywały mu okulary. Zdecydowanie Liam jest z nich najnormalniejszy.
Po chwili znalazłyśmy się pod lotniskiem i z pomocą kierowcy, wyciągnęłyśmy swoje bagaże. Teraz tylko odprawa, chwilka na siusiu i do samolotu... Ahoj Francjo!
Los Angeles, International Airport
W ręku gniotłam już którąś z kolei chusteczkę, która coraz bardziej mokła pod wpływem pocenia moich dłoni. Potarłam nerwowo skronie patrząc na spokojną twarz Sophie, która z przymkniętymi oczami słuchała muzyki i była w swoim świecie. Spojrzałam na zegarek i poczułam jak mimo ciemnej karnacji jestem blada jak kartka papieru. Za godzinę będę siedzieć już w tej piekielnej maszynie i cholera wie, czy wieczorem wyląduję we Francji, czy też nie. Teraz w sumie jest mi to obojętne. Mój Josh zapomniał o tym, że wyjeżdżam na dwa miesiące i nic nie zrobił sobie z tego, że nie spotkamy sie do ślubu Danielle, na który dopiero po długich błaganiach zgodził się przylecieć. Obecnie nie mam pojęcia, czym denerwuję się bardziej. Tym, że własny chłopak totalnie mnie olewa czy podróżą w samolocie. Sama nie wiem, skąd u mnie ten strach. Zwykle jestem... jesteśmy razem z Sophie bardzo pewne siebie, dążące do spełnienia największych marzeń i przede wszystkim pełne energii. Kiedy chodziłyśmy jeszcze do szkoły należałyśmy do tych "popularnych". Ładne, czasem bezczelne no i nie bojące się niczego dziewczyny. Tyle przygód, po których lądowałyśmy na dywaniku u dyrektora, jednak zawsze uchodziłyśmy sucho dzięki swoim uśmieszkom i słodkim oczkom, mogłabym liczyć w setkach. Nigdy też nie było sytuacji, w której nie brałyśmy udziału razem. Jak już przypał to udział Black i White murowany. Najbardziej w pamięć zapadła mi jednak akcja z pewnym chłopakiem, w którym podkochiwałam się w trzeciej klasy gimnazjum, a on gdy sie o tym dowiedział, po prostu mnie wyśmiał. Oczywiście Sophie stwierdziła, że nie może tego tak zostawić i powiedziała, żebym się nie przejmowała, tylko odpoczęła, a ona już coś wymyśli.
Czasem zastanawiam się co ona ma pod tą śliczną główką i skąd bierze tyle energii, wszak jest bardzo drobna!
Wracając jednak do White i jej diabelskich pomysłów- na drugi dzień przyszła zadowolona do szkoły z torbą większą niż zwykle. Kazała mi zostać w szkole po zajęciach. Cały dzień siedziałam jak na szpilkach i gdy zadzwonił dzwonek na ostatnią lekcję, wystrzeliłam niczym z procy, kierując się w stronę łazienek. Nigdy nie zapomnę tego strasznego uśmiechu So, kiedy w rękawiczkach próbowała otworzyć szafkę chłopaka, który mi się podobał i gdy już się to udało wyjęła z torby gaśnicę! Tak wiem- JAK TO GAŚNICĘ? Właśnie dlatego nie wzięła normalnego plecaka, tylko największą torbę jaką znalazła.
Już po chwili cała zawartość gaśnicy znalazła się w szafce chłopaka i zadowolona złapała mnie za rękę uciekając z miejsca zbrodni. Oczywiście nikt nie wiedział, czemu wszystkie rzeczy tamtego chłopaka nadawały sie tylko do wyrzucenia. Udowodniło mi to, że zawsze mogę na niej polegać i nikt nigdy nie stanie nam na drodze do szczęścia.
"Pasażerowie lotu z Los Angels do Nicei, proszeni są..."- momentalnie mój uśmiech przerodził się w grymas, a dłonie na nowo zaczęły się pocić.
-Chodź, chodź Clem.- nawet nie wiem kiedy Soph zdążyła wstać i przejść kilka kroków. Wstałam szybko i chwytając za rączkę swojej walizki, pociągnęłam ją w stronę blondynki.
Szybko przeszłyśmy przez odprawę i teraz przeciskając się pomiędzy ludźmi, szłyśmy na swoje miejsca. Nawet lepiej poczułam się, gdy Sophie powiedziała, że z chęcią usiądzie przy oknie. Przynajmniej nie będę musiała oglądać jak bardzo machają się skrzydła. Usiadłam w miarę wygodnie na fotelu i odchyliłam głowę do tyłu, oddychając miarowo. Przez lekko przymknięte oczy widziałam, jak blondynka przygląda mi się z troską wymalowaną na twarzy.
-Też cię kocham, ale nie musisz mnie tak skanować.- mruknęłam.
-Po prostu ja nie mogę patrzeć jak ty się marnujesz...
-Przestań, dam radę te kilka godzin.- przewróciłam oczami i wbiłam paznokcie w podłokietniki.
-Nie chodzi mi o głupi lot samolotem, Clem. Dobrze wiesz, że mówię o tym parszywcu Josh'u.- powiedziała i znowu wbiła we mnie swoje jasne spojrzenie. Akurat ją wzięło na wyznania, kiedy startujemy, no trzymajcie mnie!
-Sophie, pozwól, że na razie zamkniesz buzię i nie będziesz mnie zagadywać, bo jakbyś nie zauważyła- WŁAŚNIE STARTUJEMY- pisnęłam, budząc tym przy okazji jakiegoś staruszka, który już zdążył uciąć sobie drzemkę.
-Spokojnie Clem, jestem przy tobie.- złapała mnie przez moment za rękę, lecz po tym jak została zmasakrowana w moim uścisku, szybko ją zabrała.
Kiedy już 'bezpiecznie' frunęliśmy od razu poprosiłam do siebie stewardessę.
-W czymś mogę pani pomóc?- najbardziej podoba mi się to, że odkąd jestem dorosła, wszyscy traktują mnie z większym szacunkiem. Gdybym kilka lat temu przywołała tę samą kobietę- założę się, że nie zostałabym tak miło potraktowana.
-Szklankę whisky z lodem, muszę się odprężyć.- wytłumaczyłam, a ona posłusznie podała mi ze swojego wózka zamówiony trunek. Wzięłam spory łyk alkoholu, gdy stewardessa się oddaliła i przymykając na chwilę oczy, rozkoszowałam się gorzkim smakiem cieczy.- Teraz mów.- zwróciłam się w stronę lekko zszokowanej przyjaciółki.
-Powinnaś zostawić tego frajera!- powiedziała dopiero, kiedy potrząsnęła głową.- zobacz, jesteś śliczna, masz kasę, wspaniałą przyjaciółkę no i swój rozum. Wytłumacz mi, dlaczego spotykasz się z takim kołkiem?!
Faktem jest, że od pewnego czasu sama się nad tym zastanawiam. Ciągłe gderanie mojej przyjaciółki i zachowanie Josh'a daje mi do myślenia. Teraz nawet nie wiem, czy go kocham. Jejku, zaczynam myśleć i gadać jak bohaterowie Trudnych Spraw lub coś w ten de sens.
-Ja już sama nie wiem, Sophie.- westchnęłam.- narazie chcę kompletnie o nim zapomnieć, jadę w końcu na zajebiste wakacje i żaden facet nie będzie mi siedział w głowie.- uśmiechnęłam się dumnie ze swojego postanowienia. To dobry pomysł, chociaż na trochę zapomnieć o kłopotach i Los Angeles. Po to właśnie są wakacje, prawda?
Lotnisko w Nicei
Oparłam się o ramię swojego narzeczonego i wpatrywałam w tablicę przylotów, zaklinając ją w głowie, by jak najszybciej pokazała wiadomość o lądowaniu samolotu moich przyjaciółek.
-Myślisz, że Clem i Soph polubią chłopaków?- Liam z całej siły próbował choć na chwilę odwrócić moją uwagę.
-Sama nie wiem, kiedy dowiedziały się o tym, że spędzą z nimi dwa miesiące, nie były zbytnio zadowolone.- przypomniałam sobie jak Soph wyrzuciła z siebie wszystkie najgorsze epitety w ich kierunku.
-Myślę, że się zaprzyjaźnią. Niall zrobi im jeść, Louis zawsze poprawi humor, Harry doradzi w problemach sercowych- znacząco poruszył brwiami pewnie mając na myśli Clem- no a Zayn uczesze i pożyczy ubrania.- zachichotałam i wtuliłam się w jego ciało.
-Niall jest uroczy, co nie spodoba się Sophie, bo ona nie lubi "słodzizny", Harry i Louis mogą podpaść im swoją pewnością siebie, a Zayn okaże się pewnie za "lalusiowaty".- westchnęłam.
-A ja?- spytał mój książe z bajki.
-A ty już dawno zdobyłeś ich serca.- zaśmiałam się widząc jego zaskoczenie.
-Czemu?
-Powiedzmy, że masz u nich chody dopóki jesteś ze mną.- puściłam mu oczko i pocałowałam w policzek.
-To wszystko wyjaśnia.- pokiwał głową ze zrozumieniem.- więc szykują się ciekawe wakacje?
-Z tymi wariatkami zawsze jest ciekawie, a w połączeniu z chłopakami, może powstać mieszanka wybuchowa...
***
I pierwszy rozdział mamy :) Proszę Was o chociaż jedno słówko w komentarzu, które naprawdę znaczą dla mnie wiele. Nie ma potrzeby się rozpisywać, do kolejnego i żegnam Was Miśki :)
niedziela, 27 kwietnia 2014
Zwiastun
wtorek, 22 kwietnia 2014
Prolog
Witam! Zaczynam swoje pierwsze opowiadanie o One Direction :) Proszę każdego, kto to przeczytał o choć jedno słowo w komentarzu, tak bym wiedziała, że ktoś jest zainteresowany tym blogiem :)
Trzy dziewczyny siedzą przy niewielkim stoliku i zdają się nie zwracać uwagi na ludzi dookoła nich. Kiedy Clementine opowiedziała kolejny żart Danielle i Sophie ocierały policzki z łez szczęścia i trzymały się za bolące od nadmiaru śmiechu brzuchy.
-Koniec tego dobrego moje kochane!- Dan uniosła rękę chcąc przerwać salwy śmiechu.
-No mów Peazer, bo po to w końcu się zebrałyśmy!- zauważyła sprytnie Clem prostując się na kanapie i biorąc łyk swojego drinka.
Danielle spojrzała na przyjaciółki z delikatnym uśmiechem i położyła dłoń na stoliczku. Black i White powoli przeniosły wzrok na pierścionek z malutkim diamentem w kształcie serca, na palcu wskazującym. Szeroko otworzyły oczy i usta, a jako pierwsza opanowała się Sophie. Wstała i z piskiem rzuciła się na Peazer ściskając ją za wszystkie czasy. Zaraz potem, w jej ślady udała się brunetka i razem trwały w grupowym uścisku ciesząc się ze szczęścia Danielle.
-Kiedy ślub?- wyszczerzyła się Clem, gdy wróciły na swoje miejsca.
-Właśnie o tym chciałbym z wami pogadać- westchnęła kładąc głowę na złączonych dłoniach.- Liam uparł się, by ślub odbył się we Francji.
-Jaki romantyk.- szturchnęła ją w bok Clementine, a dziewczyna oblała się rumieńcem.
-Ślub planujemy za trzy miesiące, przed trasą chłopaków. Dlatego postanowiłam, że pojedziemy już za miesiąc do Francji, by wszystko przygotować. Tylko wiecie, muszę znaleźć jakieś druhny, widzicie tu kogoś kto by się nadał?- zachichotała, gdy momentalnie dłonie White i Black wystrzeliły w górę.
-Więc jedziemy na dwa miesiące do Francji?!- pisnęła Sophie.
-Jeżeli macie ochotę mi pomóc w przygotowaniach to owszem. Oczywiście można pojechać na miesiąc przed, ale skoro możemy ufundować sobie od razu małe wakacje to czemu nie?!- wytłumaczyła.
-Jedziemy do Francji, jedziemy do Francji!- krzyczała Sophie, co spotkało się z niezadowoleniem starszego małżeństwa.
-Mogłaby pani uspokoić koleżankę?- cmoknęła ruda staruszka patrząc na nią z pogardą. W odpowiedzi White uśmiechnęła się słodko i wystawiła jej środkowy palec, nie zwracając już uwagi na to co mówiła.
-Poczekaj.- z twarzy Clem znikł uśmiech- chcesz powiedzieć, że będą tam też ci frajerzy z zespołu?
-Przestań, to nie są wcale tacy frajerzy...- zaczęła Danielle, ale widząc sugestywne spojrzenia a'la "a krowa potrafi latać" White i Black zaprzestała próbom ubarwienia chłopaków w oczach tych dziewczyn. Nigdy nie zrozumie czemu nie tolerują One Direction. Oczywiście poza Liamem, którego dziewczyny szczerze uwielbiają, jako, że jest ukochanym ich przyszywanej siostry.
-Ale odpowiadając na twoje pytanie, tak, będzie tam też Zayn, Niall, Harry i Louis. Są druszkami Liam'a.- wytłumaczyła.
-To znaczy... Że będziemy musiały spędzić z nimi całe dwa miesiące?- wydusiła Black.
-Na to wygląda...- odparła Danielle przygryzając dolną wargę. Wymianę spojrzeń przerwał telefon Dan, która niczym sarenka pobiegła w spokojniejsze miejsce, by porozmawiać ze swym lubym.
-Zgoda.- wypaliła nagle Soph, a na usta zawitał ten sam cwany uśmieszek mówiący "strzeżcie się, Sophie White coś knuje"
-Co?!- zdziwiła się Clem.
-Dziewczyno, będziemy mogły ogolić im głowy i sprzedać włosy! Zarobimy fortunę!- pisnęła, a w oczach Black niczym w kreskówkach zaświeciły się znaczki "$".
-Fakt. A co jeśli zarazimy się jakimś gównem od tych dzikusów?- spytała szczerze przerażona.
-Najwyżej pójdziemy przed wyjazdem na szczepienie, ale skoro Danielle jeszcze żyje, to my też damy rade.- przybiły piątki i wyszczerzone czekały na powrót przyjaciółki.
-Poza tym, może poznamy jakiś przystojnych Francuzów.- rozmarzyła się Soph.
-Jedziemy tam, żeby pomóc Danielle w przygotowaniach do ślubu.- przewróciła oczami Clementine.
-Okey, skupimy się na tobie i zobaczysz, że wyswatam cię z jakimś przystojnym facetem!- pisnęła Soph.
-Przestań, ja mam swojego Josha!- oburzyła się i założyła ręce na piersiach.
-Dlatego powiedziałam faceta, to coś co jest twoim chłopakiem nie jest godzien nazywania go przeze mnie mężczyzną.- powiedziała udając odruch wymiotny.
-Niech ci będzie.- przewróciła oczami. W duchu cieszyła się, że spędzi dwa miesiące z przyjaciółkami. Z Soph mieszkają niedaleko siebie, ale z Danielle, od kiedy ta przeprowadziła się do Londynu widuje się tylko kilka razy w roku lub przez kamerkę internetową. Poza tym, niech tylko One Direction spróbują z nimi zadrzeć. Ona i Sophie już nie jednego gagatka postawiły do pionu. Pozostaje tylko poinformować rodziców i Josha...
-Jaka decyzja?- spytała Dan siadając na starym miejscu. Tak mocno ściskała kciuki, że pobielały jej knykcie, a paznokcie wbiły się w skórę. White i Black spojrzały na siebie z chytrymi uśmiechami, po czym odwróciły głowy w jej stronę.
-Zgoda.
Trzy dziewczyny siedzą przy niewielkim stoliku i zdają się nie zwracać uwagi na ludzi dookoła nich. Kiedy Clementine opowiedziała kolejny żart Danielle i Sophie ocierały policzki z łez szczęścia i trzymały się za bolące od nadmiaru śmiechu brzuchy.
-Koniec tego dobrego moje kochane!- Dan uniosła rękę chcąc przerwać salwy śmiechu.
-No mów Peazer, bo po to w końcu się zebrałyśmy!- zauważyła sprytnie Clem prostując się na kanapie i biorąc łyk swojego drinka.
Danielle spojrzała na przyjaciółki z delikatnym uśmiechem i położyła dłoń na stoliczku. Black i White powoli przeniosły wzrok na pierścionek z malutkim diamentem w kształcie serca, na palcu wskazującym. Szeroko otworzyły oczy i usta, a jako pierwsza opanowała się Sophie. Wstała i z piskiem rzuciła się na Peazer ściskając ją za wszystkie czasy. Zaraz potem, w jej ślady udała się brunetka i razem trwały w grupowym uścisku ciesząc się ze szczęścia Danielle.
-Kiedy ślub?- wyszczerzyła się Clem, gdy wróciły na swoje miejsca.
-Właśnie o tym chciałbym z wami pogadać- westchnęła kładąc głowę na złączonych dłoniach.- Liam uparł się, by ślub odbył się we Francji.
-Jaki romantyk.- szturchnęła ją w bok Clementine, a dziewczyna oblała się rumieńcem.
-Ślub planujemy za trzy miesiące, przed trasą chłopaków. Dlatego postanowiłam, że pojedziemy już za miesiąc do Francji, by wszystko przygotować. Tylko wiecie, muszę znaleźć jakieś druhny, widzicie tu kogoś kto by się nadał?- zachichotała, gdy momentalnie dłonie White i Black wystrzeliły w górę.
-Więc jedziemy na dwa miesiące do Francji?!- pisnęła Sophie.
-Jeżeli macie ochotę mi pomóc w przygotowaniach to owszem. Oczywiście można pojechać na miesiąc przed, ale skoro możemy ufundować sobie od razu małe wakacje to czemu nie?!- wytłumaczyła.
-Jedziemy do Francji, jedziemy do Francji!- krzyczała Sophie, co spotkało się z niezadowoleniem starszego małżeństwa.
-Mogłaby pani uspokoić koleżankę?- cmoknęła ruda staruszka patrząc na nią z pogardą. W odpowiedzi White uśmiechnęła się słodko i wystawiła jej środkowy palec, nie zwracając już uwagi na to co mówiła.
-Poczekaj.- z twarzy Clem znikł uśmiech- chcesz powiedzieć, że będą tam też ci frajerzy z zespołu?
-Przestań, to nie są wcale tacy frajerzy...- zaczęła Danielle, ale widząc sugestywne spojrzenia a'la "a krowa potrafi latać" White i Black zaprzestała próbom ubarwienia chłopaków w oczach tych dziewczyn. Nigdy nie zrozumie czemu nie tolerują One Direction. Oczywiście poza Liamem, którego dziewczyny szczerze uwielbiają, jako, że jest ukochanym ich przyszywanej siostry.
-Ale odpowiadając na twoje pytanie, tak, będzie tam też Zayn, Niall, Harry i Louis. Są druszkami Liam'a.- wytłumaczyła.
-To znaczy... Że będziemy musiały spędzić z nimi całe dwa miesiące?- wydusiła Black.
-Na to wygląda...- odparła Danielle przygryzając dolną wargę. Wymianę spojrzeń przerwał telefon Dan, która niczym sarenka pobiegła w spokojniejsze miejsce, by porozmawiać ze swym lubym.
-Zgoda.- wypaliła nagle Soph, a na usta zawitał ten sam cwany uśmieszek mówiący "strzeżcie się, Sophie White coś knuje"
-Co?!- zdziwiła się Clem.
-Dziewczyno, będziemy mogły ogolić im głowy i sprzedać włosy! Zarobimy fortunę!- pisnęła, a w oczach Black niczym w kreskówkach zaświeciły się znaczki "$".
-Fakt. A co jeśli zarazimy się jakimś gównem od tych dzikusów?- spytała szczerze przerażona.
-Najwyżej pójdziemy przed wyjazdem na szczepienie, ale skoro Danielle jeszcze żyje, to my też damy rade.- przybiły piątki i wyszczerzone czekały na powrót przyjaciółki.
-Poza tym, może poznamy jakiś przystojnych Francuzów.- rozmarzyła się Soph.
-Jedziemy tam, żeby pomóc Danielle w przygotowaniach do ślubu.- przewróciła oczami Clementine.
-Okey, skupimy się na tobie i zobaczysz, że wyswatam cię z jakimś przystojnym facetem!- pisnęła Soph.
-Przestań, ja mam swojego Josha!- oburzyła się i założyła ręce na piersiach.
-Dlatego powiedziałam faceta, to coś co jest twoim chłopakiem nie jest godzien nazywania go przeze mnie mężczyzną.- powiedziała udając odruch wymiotny.
-Niech ci będzie.- przewróciła oczami. W duchu cieszyła się, że spędzi dwa miesiące z przyjaciółkami. Z Soph mieszkają niedaleko siebie, ale z Danielle, od kiedy ta przeprowadziła się do Londynu widuje się tylko kilka razy w roku lub przez kamerkę internetową. Poza tym, niech tylko One Direction spróbują z nimi zadrzeć. Ona i Sophie już nie jednego gagatka postawiły do pionu. Pozostaje tylko poinformować rodziców i Josha...
-Jaka decyzja?- spytała Dan siadając na starym miejscu. Tak mocno ściskała kciuki, że pobielały jej knykcie, a paznokcie wbiły się w skórę. White i Black spojrzały na siebie z chytrymi uśmiechami, po czym odwróciły głowy w jej stronę.
-Zgoda.
Subskrybuj:
Posty (Atom)